zlomnik.pl

Home |

Porównanie: Polonez Atu bez plusa vs Mercedes 500 SEL

Published by on February 19, 2015

Dwa sedany.

Z sąsiadujących krajów.

Oba stanowiły szczytowe osiągnięcie motoryzacji w każdym kraju.

Podobne roczniki (W140 debiutował w 1991 r. tak jak Polonez Caro‚ Atu dołączył później‚ wraz z liftingiem klasy S).

Czy można było ich NIE porównać?

Zapraszam na wielkie porównanie „WOJNA POLSKO-NIEMIECKA POD FLAGĄ ZŁOMNIKA”.

Sedan. Już sama ta nazwa ma odstręczające konotacje. Sedan oznacza‚ że zmarnowałeś masę przestrzeni nad klapą bagażnika‚ która mogłaby do czegoś służyć‚ ale nie służy‚ ponieważ sedan. Sedan teoretycznie wygląda prestiżowo‚ ponieważ ze względu na swoją niepraktyczność automatycznie wyłącza się z grona pojazdów użytkowych. A zatem jeżdżąc sedanem podkreślasz‚ że nie musisz ze swojego samochodu korzystać w pracy. Biorąc pod uwagę liczbę pracowników – kurierów czy repów – jeżdżących sedanami‚ to ta klasyfikacja nie jest do końca prawdziwa. Sedan to naturalne nadwozie dla klasy S‚ natomiast nie bardzo mogę pojąć po co stworzono sedana na bazie Poloneza. Trzeba jednak uczciwie zauważyć‚ że tak naprawdę Atu to samochód niemal rdzennie polski. Oczywiście‚ że została w nim wykorzystana archaiczna płyta podłogowa Fiata Milletrecento‚ oczywiście że ma równie archaiczny fiatowski silnik‚ ale wprowadzono tak dużo ulepszeń i zmian‚ że jestem gotów nazwać Atu polskim samochodem osobowym. Z włoskiego oryginału zostały jedynie założenia ogólne – napęd na tylne koła‚ sztywny most na resorach. Resztę opracowali nasi specjaliści.

Uzyskaliśmy stosowne zezwolenie na wjazd w to miejsce. Nie jest to trudne. Trzeba zgłosić przewóz ślubny.

Do porównania wybraliśmy samochody w jak najlepszym stanie‚ takie w których wszystko działa tak jak powinno i terminalne zużycie nie zakłóca ostatecznej oceny. Polonez Atu pochodzi od pierwszego właściciela i ma przebieg 52 tys. km‚ wtrysk paliwa i hamulce Lucasa‚ a Mercedes to wersja 500 SEL z ambasady Tunezji w Szwajcarii z przebiegiem 131 tys. km i kompletem gadżetów‚ w tym ustawianie lusterka wewnętrznego sterownikiem elektrycznym‚ wysuwane antenki z tyłu itp.

WRAŻENIA ZEWNĘTRZNE
Niestety. Jeździłem kiedyś Polonezem Atu w minusie w identycznym kolorze i to nie do końca z własnej woli i wspominam to bardzo źle. Dlatego wiele dobrej woli włożyłem w to‚ by przed zajęciem miejsca w Poldku oczyścić swój umysł ze wszelkich uprzedzeń‚ stać się zupełnie cebula rasa i jechać Atem jakbym nigdy w życiu nim nie jechał. Zabroniłem sobie wewnętrznie wyolbrzymiania jego awarii‚ niedoróbek i ogólnego zepsucia konstrukcyjnego. Z takim nastawieniem włożyłem kluczyk do zamka w drzwiach kierowcy. Trzy minuty później nadal stałem w tym samym miejscu‚ bezradnie dłubiąc kluczykiem w zamku Poloneza i starając się nie kląć. Ostatecznie zauważyłem‚ że jak lekko docisnę kluczyk jedną stroną‚ to tak jakby zamek trochę się ruszał. Aha! Pierwszy sukces. Grzybek od drzwi wyskoczył i mogłem je otworzyć. Wymagało to mnóstwa siły – klamka chodzi tak ciężko‚ że trzeba się zaprzeć nogami i podłoże i szarpnąć tak‚ jakby szarpało się do góry jakiś mebel. Konstrukcja drzwi i sposób ich otwierania krzyczą „LATA SZEŚĆDZIESIĄTE!!!” tak głośno‚ że aż rozbolały mnie uszy. Wsiadanie do przodu jeszcze można jakoś przeboleć, natomiast wsiadanie do tyłu to istny żart – słupek środkowy wypada w takim miejscu, że nie sposób upchnąć nóg do samochodu, chyba że jesteś karłem (uwaga! ta uwaga nie ma na celu obrażanie osób o niskim wzroście).

Popielniczka w boczku. SO OLDSCHOOL

W tym samym czasie drugi ja‚ testujący Mercedesa‚ bezradnie miętosił w ręku pilota i próbował dostać się do środka. Naciskanie guzika nie dawało żadnego skutku. Głupku! – skarcił mnie właściciel – to jest na podczerwień‚ jak port IRda w komórce! Trzeba wycelować jednym w drugie i… bżżżżt! Samochód otworzył się z prestiżowym dźwiękiem‚ a ja mogłem ponapawać się grubością jego drzwi. Oczywiście nie byłbym sobą, jakbym nie wypróbował pneumatycznego dociągania. Działa świetnie, wręcz fantastycznie… z wyjątkiem drzwi kierowcy, którymi trzeba trzasnąć. Dziwne. Ponadto liczyłem też na jakiś zapierający dech w piersiach odgłos zamykania drzwi, ale szczerze mówiąc przypomina on ten z Toyoty Starlet – po prostu jest to dźwięk zamykania drzwi w samochodzie, w którym wszystko zostało doskonale spasowane i w związku z tym zamykają się z łatwością, nie trzeba nimi walić. Jezusie Świebodziński jak mnie to wkurwia, jak ktoś wali drzwiami w Starlecie. Zabijałbym szpadlem. Albo muszę zamontować pneumatyczne dociąganie.

Córka też polubiła.

Ależ oni byli bezczelni, przecież tu się w ogóle nie da zrozumieć co jest napisane. Pewnie obwieszczenie o egzekucji. Po niemiecku wszystko brzmi jak obwieszczenie o egzekucji.

Z tyłu przestrzeń w Mercedesie niczym mnie nie zaskoczyła. Jest mnóstwo miejsca tak jak być powinno. Wygoda, cisza i komfort. I opuszczane z dachu daszki z lusterkiem i podświetleniem. Fajna rzecz. Zawsze mi tego brakuje jak jadę z tyłu i zastanawiam się, czy nie wyskoczyła mi gdzieś jakaś krosta.

W międzyczasie usadowiłem się w Polonezie za kierownicą. Niby wszystko dobrze. Samochód jak samochód. Ale tak: zegary – słabo widoczne z miejsca kierowcy. Przełączniki na konsoli środkowej – niezrozumiałe do bólu. A przede wszystkim absolutnie niezwykłe ustawienie pedałów. Do prowadzenia tego samochodu należy mieć bardzo wąskie i długie stopy zagięte ku górze. Być może projektant takie właśnie miał. Ponoć Józef Stalin nie miał jednego palca u lewej nogi. Nieważne. Ważne jest to, że nie sposób trafić w gaz, a żeby przełożyć nogę między gazem a hamulcem to trzeba ją unieść idiotycznie wysoko, w czym przeszkadza mi kierownica. Ponadto hamulec i sprzęgło są za blisko siebie i przy wciskaniu sprzęgła zawadzam o hamulec, a noszę rozmiar zaledwie 46. Jest to totalnie denerwujące i sprawia, że przed każdym skrzyżowaniem w Polonezie zastanawiałem się, czy znowu nie nacisnę czegoś źle i nie spowoduję niebezpiecznej sytuacji za sprawą gwałtownego hamowania. Było to o tyle prawdopodobne, że Atu ma już nowoczesne hamulce Lucasa i zatrzymuje się jak normalny samochód.

W Mercedesie za kierownicą po prostu się położyłem. Zapadłem w miękki fotel i już tak zostałem. Dużo czasu zajęło mi rozgarnięcie działania elektrycznej regulacji fotela, w szczególności pompowanych komór i ruchomego zagłówka. Potem ustawiłem sobie kierownicę. A następnie spojrzałem na deskę rozdzielczą i stwierdziłem, że tu też nic nie rozumiem. Tzn. rozumiem: że chodziło o zszokowanie klienta liczbą przycisków. Im więcej przycisków, tym więcej wyposażenia, więc zrobiono przyciski do wszystkiego. Na przykład na panelu klimatyzacji automatycznej oprócz dwóch malutkich wyświetlaczy jak z zegarka “Montana” jest też przycisk do przełączania z celsjuszy na farenhajty i na odwrót. I dżojstik do sterowania trzema lusterkami. To nie żart. Ręczne ruszanie lusterkiem wewnętrznym to plebejstwo, dno i wodorosty, takie rzeczy przechodzą tylko w Polonezie. S-klasa ma lusterko wewnętrzne sterowane elektrycznie.

I GOT ELECTRIC SERVOMOTOR. BITCHES LOVE ELECTRIC SERVOMOTORS.

Ciekawe, dlaczego tak szybko z tego zrezygnowano…

Obydwaj testujący w osobie mnie samego odpalają silniki i ruszają na…

JAZDĘ PRÓBNĄ
Zaczynam od Mercedesa.
Muszę się Wam do czegoś przyznać. Jestem absolutnie zboczony na punkcie dźwięku silnika V8. Mój następny samochód rodzinny będzie miał V-ósemkę (chyba Cię pogięło – rzona). W dupie mam szumiące V12, sikam na boksera, pierdzę w kierunku rzędowej szóstki. TYLKO V8. Odpalasz go i on robi: BLU BLU BLU BLU. Wciskasz gaz i dźwięk zmienia się na BLEBLEBLEBLEBLEBLE. I to tyle jeżeli chodzi o spektrum dźwiękowe. Ale mógłbym słuchać go godzinami. Oczywiście V8 musi mieć automat, żeby występował ten genialny uślizg przy ruszaniu. I oczywiście musi być cross-plane. Zgłębiłem kiedyś fachową literaturę w tym temacie po tym, jak uruchomiłem sobie filmik na jutubie z Ferrari F40 i liczyłem na orgazm dźwiękowy, a to Ferrari charczało jak zarzynany szczur i przeżyłem największe rozczarowanie roku 2010. A to dlatego, ze silnik V8 Ferrari, to nie cross-plane, a flat-plane, więc ma zapłony po równo, raz w lewej głowicy, raz prawej. To właśnie nierównomierność zapłonów w cross-plane (dwa na lewo, jeden na prawo, itp.) powoduje to bulgotanie. Jeśli chcielibyście sobie zobaczyć na czym to dokładnie polega to polecam filmik: LINK

Sześć analogowych wskaźników. Beat this.

Taka rączka wysuwa się elektrycznie gdy chcesz otworzyć bagażnik.

Mercedesowski 5.0 M119 to oczywiście cross-plane, oraz, co ciekawe, 2xDOHC z 32 zaworami. Nie trzeba więc popychaczy jak w amerykańskich V8, żeby silnik gadał jak wkurzona Godzilla. Czy klasa S jest szybka? Nie. Jest za szybka. Jest przerażająco szybka. A jeśli nie daj panie borze postanowi zredukować bieg przy zmianie pasa, to czeka cię jeszcze zarzucenie tyłem. I wcale nie jest to samochód, którym chce się jechać powoli. Nie kurde. Masz klasę S. Nie będzie cię wyprzedzał frajer w Octavii 1.6 TDI. Trzeba mu pokazać. O, a tamten? Co się tak gapi? Nie widzi że mam klasę S? Myśli że jest szybki? Gaz do dechy! Rozumiecie – żeby być najlepszym, najwspanialszym, najprestiżowszym, trzeba cały swój wysiłek wsadzić w nieustające manifestowanie tej najlepszości. Nie zmienia to faktu, że cruising W140 też jest bardzo przyjemny, ale przyjemny w inny sposób. Tak może nim jeździć grzyb, który w życiu osiągnął już wszystko i może kupić wszystkich współużytkowników drogi w promieniu stu metrów.
Natomiast dość mocno przeraża niska skuteczność hamulców Mercedesa. Samochód ten odcina poczucie prędkości, tzn. przy 100 km/h czujemy się jakbyśmy bardziej stali niż jechali. Wtem! Ktoś zajeżdża nam drogę, to oczywiście jest nasza wina, bo zostawiliśmy za duży odstęp z przodu. Trzeba hamować. Ale to może się nie udać. Wciskam hebel do podłogi i auto jakoś tam zwalnia, ale znacznie słabiej niż bym się spodziewał. Nie, nic nie jest zepsute. Po prostu tak ma. Wszystko przez masę. Koszmarnie, absurdalnie wysoką masę, te wszystkie podwójne szyby, serwomotorki i gadżeciki ważą tyle, że hamulce po prostu trochę nie wyrabiają.

Parking poles

Podwójna tylna szyba boczna

Jak na tym tle wypada Polonez? Różnie. Jego silnik oczywiście rzęzi i stęka, podobne dźwięki wydaje też tylny most. Ma nieprawdopodobnie długi pierwszy bieg – można na nim podróżować po mieście i w ogóle nie zmieniać na dwójkę. To chyba specjalnie zrobiono dla grzybów, którzy nie lubią zmieniać biegów. Jak dziadek kolegi: jechał wzdłuż Dworca Zachodniego w Warszawie swoim Cinquecentem na trójce piłując go niemiłosiernie. Kolega mówi: dziadku, wrzuć czwórkę. A dziadek: a po co, jak ja zaraz tu w Grodzisku będę skręcał. To zresztą śmieszny paradoks, że w Polonezie biegi są zarówno długie, jak i krótkie – długie z powodu przełożenia, a krótkie, bo ruch dźwigni jest minimalny. Polonez, jak już wspomniałem, hamuje jak normalne auto, natomiast ma jedną, poważną, zasadniczą wadę. To układ kierowniczy bez wspomagania. Normalnie w samochodach bez wspomagania robi się takie przełożenie, żeby było względnie łatwo kręcić fajerą. Jeśli w aucie ze wspomaganiem ten układ przestanie działać, to manewry są niemal niemożliwe. W Polonezie czułem się tak, jak gdyby przekładnia była z wersji ze wspomaganiem, tylko go nie założono. Wygląda zresztą na to, że to prawda, bo niedługo potem był już Poldek Atu Plus ze wspomą i poduchą oraz sensowniejszym sposobem sterowania nawiewami.
Normalnie jak wsiadłem do Atu, to uznałem, że kierownicą kręci się tak ciężko, bo auto stoi. Ale nie. Ruszyłem i okazało się, że jest tak samo. Straszne uczucie. Próbujesz zjechać z ronda i musisz włożyć w to tyle wysiłku, jakbyś targał sztangę na klatę. Tylko zamiast dziesięciu powtórzeń w serii masz ich kilkaset na kilkunastokilometrowym odcinku. Wtedy przypomniałem sobie, że Atu, którym musiałem jeździć wiele lat temu miał dokładnie ten sam problem. Ale o dziwo nie spotkałem się z nim w Borewiczu. Tam kierownica chodziła jakby lżej. Widać to nawet w Misiu jak Ryszard Ochódzki mówi “ta obrośnięta małpa z czarnym ryjem to ma być ja?” i odjeżdża z piskiem opon, kręcąc gwałtownie kierownicą. Tak by sobie w Atu nie pokręcił.

Niestety, dalej nie doszedłem do tego po co Atu był sedanem, skoro liftback jest praktyczniejszy, a w przypadku taniego auta, jakim był w latach 90. Polonez, liczyła się głównie praktyczność. Po co zepsuto dobry projekt, po co zmieniono tylne zawieszenie na gorsze, po co w ogóle podjęto taki trud, skoro z góry był skazany na porażkę. Muszę jednak przyznać, że Atem da się, pomijając układ kierowniczy, normalnie przemieszczać po mieście i nie odstaje od nowszych samochodów w kwestii przyspieszenia czy hamowania. Jest tylko bylejaczej wykonany. Nie jeździłem tymi autami w trasie, ale spodziewam się, że na odcinku np. 400 km w Mercedesie bym wypoczął, a z Atu wyciągaliby mnie ratownicy medyczni. Ewentualnie nabrałbym takich mięśni że musiałbym zacząć chodzić w koszulkach bez rękawów.

Czas na podsumowanie i ostateczny werdykt.
Najpierw jednak dygresja: męczy mnie już mówienie, że Polonez to taki beznadziejny wóz dla biedaka, a w tym czasie Mercedes produkował naszpikowany elektroniką jacht na kołach, ociekający prestiżem symbol zamożności, i dlaczego my Polacy tak nie mogliśmy. Jak to dlaczego? Podstawą produkcji luksusowych samochodów jest zamożny rynek wewnętrzny. Dlatego luksusowe auta produkują Anglicy czy Niemcy, ewentualnie Japończycy, a nie produkują ich Libijczycy, Bangladeszczanie czy Wybrzeżaki Kościosłoniowe. U nas w Polsce nawet gdybyśmy takie auto wyprodukowali, to nie byłoby na nie popytu. A na pytanie dlaczego, odpowiedź jest powszechnie znana: bo w Jałcie słusznie ukarano nas za zbrodniczą napaść na Niemcy i “polskie obozy koncentracyjne”, umieszczając nas w radzieckiej strefie wpływów, co wykluczyło nas z jakiejkolwiek realnej konkurencji ekonomicznej na świecie. Krajaliśmy więc tak, jak nam stawało materii. I na tym tle Polonez nie jest katastrofalnie zły – jest po prostu przeciętny. Da się go użytkować, jeśli przy tym pamięta się jak było słabo – pięć lat wojny, czterdzieści pięć lat głupkowatego reżimu – w czym nie ma żadnej naszej, polskiej winy. Jedynie to durne ustawienie amortyzatorów pod kątem w tylnej osi jest winą nieporadności polskich inżynierów, ale gdyby ruskie z niemcami nam nie wybili nam w swoim czasie kwiatu myśli naukowej, to pewnie i takich wpadek by uniknięto.

Mimo wszystko Polonez zmęczył mnie fizycznie. Koszmarny układ kierowniczy, idiotyczna ergonomia, słaba zwrotność – to wszystko powoduje że jazda Polonezem to crossfit dla tych, którzy nienawidzą crossfitu. Za każdym razem wysiadałem z niego zmachany, a nie jestem jakiś szczególnie mały ani cienki w uszach. Nie bardzo wyobrażam sobie drobną kobietę, która musi jechać Atu, albo starszą panią z artretyzmem.
Jednak Mercedes zmęczył mnie psychicznie. Cóż z tego, że tak cudownie brzmi, skoro nigdzie się nie mieści? Cóż z tego, że jest tak luksusowy, skoro cały czas o niego drżałem? Co z tego, że jest tak dopracowany, skoro każda awaria wykończy mnie finansowo? Przede wszystkim jeżdżąc Mercedesem klasy S znowu poczułem to, co czuję bardzo często gdy np. jeżdżę na prezentacje samochodów: że nie należę do świata luksusu i prestiżu. Że to nie jest dla mnie, nie pasuję tu, nie potrafię się zachować, ubrać, że wsiadam do klasy S w poplamionej kurtce w której wczoraj lakierowałem Cuore, i przede wszystkim – że każdy to widzi. Posiadanie klasy S należy zacząć od zakupu garnituru, eleganckiego zegarka, smartfona i wizyty u dobrego stylisty, który dobierze do tego dodatki. Bez tego wygląda się jak gość, który odwozi S-klasę klientowi. A ja po prostu jestem człowiekiem, który mając do wyboru pogrzebać w śmieciach a iść na zakupy do vitkaca, wybrałby grzebanie. Ostatnio na skupie surowców wtórnych w Czosnowie wygrzebałem za 50 gr “Encyklopedię materiałoznawstwa” w idealnym stanie. Dlatego nie mogę kupić sobie Mercedesa.

I tym sposobem dotarliśmy do smutnego wniosku: skoro jestem człowiekiem, który we współczesnych czasach jeździłby Dacią (a z braku Dacii jeżdżę Peugeotem 106), to jestem też człowiekiem, do którego pasuje Polonez. Mogę sobie go hejtować, ale tak naprawdę jestem skazany na produkty motoryzacyjne pokroju Poloneza, ponieważ one odpowiadają mojemu ogólnemu stylowi, moim poglądom że samochód jako typowe narzędzie nie musi być przesadnie szybki, piękny ani wygodny, ważne żeby dawał się tanio naprawić. Mogę pluć na jakość Poloneza, ale i tak do jazdy na co dzień po mieście wolałbym Atu niż klasę S, nawet gdyby zużycie paliwa było nieistotne. Bo poczucie luksusu nie znaczy nic, kiedy cały czas spoczywa na tobie dwutonowa odpowiedzialność za odpowiednie działanie twojego superluksusowego samochodu, a tego brzemienia zdzierżyć nie byłbym w stanie. Tymczasem w Polonezie na awarie albo nie zwracałbym uwagi, albo usuwał je uderzając umiejętnie młotkiem w zepsuty podzespół. A gdyby Atu pewnego dnia się skończył – kupiłbym sobie innego grata, zgodnie z zasadą, że do osiągnięcia względnego dobrobytu wystarczy zbierać to, co wyrzucili bogatsi od ciebie.



Dziękuję Damianowi za wypożyczenie Poloneza
Dziękuję Marcinowi za wypożyczenie Mercedesa
Zdjęcia: Artur i autor




Comments
Lukasz Said:

Wreszcie jest 😀
Jedna uwaga – przyczepię się – “Wygląda zresztą na to, że to prawda, bo niedługo potem był już Poldek Atu Plus ze wspomą i poduchą oraz sensowniejszym sposobem sterowania nawiewami.” – Polonez zdaje się nigdy nie miał poduchy (jesli chodzi o airbag) – nawet przy tej najnowszej kierze z logiem Daewoo


Jerzy Said:

Atu plus ze wspomaganiem to rozumiem, ale z poduchą?


Batory Said:

Eeeee tam, nie mógłbyś Mercedesem. Takie piękne zdjęcia z prawego brzegu, klimat lat 90tych pełnym ryjem – brakuje tylko adekwatnej fotki kierowcy w umundurowaniu trójpasiastym i kajdanie z prawdziwego złota (ze Stadionu) na klacie. Co tu miałoby się nie udać? 😉


Jacek Said:

“Wygląda zresztą na to, że to prawda, bo niedługo potem był już Poldek Atu Plus ze wspomą i poduchą oraz sensowniejszym sposobem sterowania nawiewami.” Jeździłem 10 lat Caro Plusem i pierwsze słyszę, żeby montowano w nim poduchy, chociaż mój ojciec jak odbierał swojego z salonu to była w nim klima i el. szyby a to ponoć był wtedy full w Poldku.


Demir Said:

Eee, chcesz V8 i chcesz tanio naprawiać? :)


the who Said:

Poducha w atu? jakiś pikczer of dys?


the who Said:

@ Jacek, chyba miał jeszcze grzane fotele?


Świetne porównanie, podobie mnie się. Tylko z dwiema rzeczami się nie zgodzę.

Raz – do Lochy nie pasuje garniak tylko dres, ew. skórzany kubraczek ze ściągaczem u dołu. I obowiązkowo złoty kajdan. W ogóle im więcej złota tym lepiej, a najlepiej, jeśli złote będzie uzębienie. W140 nie jest elegancki. Jest wulgarnie ostentacyjny. Elegancki był W126. A szkoda, bo wnętrze jest wspaniałe. Mógłbym w nim mieszkać.
Dwa – ależ oczywiście, że możesz Mercedesem, tyle, że nie S-klasą. 190 w dyzlu i jesteś zdrów. A w nim też czujesz się jak w Mercedesie, tylko mniejszym i nie tak szpanerskim. Jest przyjemnie. Jest fajnie. Ja bym mógł, a przecież sam jestem zupełnie nieprestiżowy.


solarzmr Said:

Oba w sedanie, oba mogły mieć elektryczne szyby, oba zużywają tyle samo paliwa. Jeden ma 1,6l pod maską, drugi 5l 😉


tiger918 Said:

Troche z innej beczki…znalazłem dzisiaj, czyzby to carry naszego złomnika:
http://speedsociety.com/rotary-powered-van-knows-roast-tires/


Pan Jasiek Said:

Z niecierpliwością czekałem na ten wpis, bo nie miałem pojęcia jak zostanie zaaranżowany. Wyszło ciekawie, szkoda, że aranżacja zdjęć (mistrzowskie kontrasty) nie mają odzwierciedlenia w tekście…

A Jałcie – cała prawda :(


Polonez na wtrysku i z Lucasem to taki w połowie Polonez… Oczywiście były takie, były też ze wspomaganiem, elektryką itp., ale kosztowały tyle, że nawet najwięksi patrioci parskali śmiechem.

Nie jeździłem W140, ale podejrzewam, że odgłos zamykanych drzwi ma podobny do innych modeli marki, a jeżeli tak, to jest to coś rzadko spotykanego. Owszem, klasyczne Toyoty też tak mają, nie są w niczym gorsze (nie znam Starleta, ale znam Corolle z lat 80-tych), ale nie zmienia to faktu, że nie jest to standard.

Ilość przycisków w W140 wynika z tego, że wtedy nie było jeszcze ekranów dotykowych, poza tym ludzie w wieku nabywców S-Klasy są nie do końca zaznajomieni ze skomplikowaną elektroniką (nie wszyscy oczywiście, ale wielu). W tamtej epoce ciężko było inaczej obsłużyć taka ilość gadżetów. A sporo z tych gadżetów było opcjonalnych. Jeśli ktoś je kupował, to znaczy, że coś mu dawały (choćby i satysfakcję wewnętrzną, a przy okazji pracę inżynierom), jeśli ktoś nie chciał, nie zamawiał.

Propsy dla Notlaufa za rozróżnienie V7 flat I cross-plane, niewielu ludzi to umie, choć to różnica większa niż między R4 i R6. Ja co prawda uważam dźwięk V8 za wulgarny i sto razy wolę R6/V12, ale ja jestem nie jestem normalny i dobrze mi z tym.

Ja nie jestem grzybem i osiągnąłem w życiu niewiele, ale Mercedesami zawsze jeździłem i jeżdżę spokojnie (a mój aktualny samochód wcale nie jest wolniejszy od rzeczonej pięćsety). Wariować w mieście, może tylko człowiek z ciężką postacią ADHD. Dynamiczna jazda na górskiej drodze jest OK, ale na pewno nie S-Klasą. W limuzynie moc jest do delektowania się, do tego, żeby gaz muskać, a nie dusić. Chyba, że ktoś przesiada się z Atu minus i fascynuje go to, że samochód w ogóle chce przyspieszać.

Co do sensowności Poloneza, to ja już w latach 90-tych, jako nastolatek, mówiłem, że dla Polaka jest to bardzo sensowny wybór i wszyscy się pukali w czoło. A tu proszę, Złomnik po 20 latach mówi podobnie.

Drobne kobiety to z Stanach Fordem T jeżdziły. Ciekaw jestem bardzo, co Notlauf powiedziałby o Fordzie T :-).

Z konkluzją dotyczącą Mercedesa zgadzam się natomiast średnio. Gdyby była mowa o Bentleyu, to tak – normalny człowiek do niego nie pasuje. Ale Mercedes, nawet Esa, to masówka dla masowego odbiorcy, tylko w bogatszym kraju. Jeszcze niedawno (w czssach W140) jeździli nią nierzadko radcy prawni, architekci, właściciele co lepiej prosperujących zakładów rzemieślniczych. Może nie 500 SEL, ale 350 SD dość często. To jest pojazd dla ludzi zamożnych, ale na pewno nie dla arystokratów.


benchi Said:

Miałem W140 i to właśnie awarie wyposażenia zabijały przyjemność jazdy. Kabel zasilający fabrykę, w której pracuję jest cieńszy niż wiązka przewodów idąca po podłodze w mercedesie. System podciśnienia jest nie do ogarnięcia jak zaczenie zasysać lewe powietrze. Miałem też 2 sztuki W126 i tu było dużo lepiej. Prezencja na tym samym poziomie ale bezawaryjność nieporównywalna. Niestety komfortu nie da się porównać.
Poloneza nigdy nie miałem ale to już decyzja przemyślana po latach użytkowania 125p.


brazer Said:

idę odpalić Wankla


notlauf Said:

Prowadziłem Forda T. Pomyliłem pedał wstecznego z pedałem drugiego biegu i zgasł. Wkurzyłem się i po 500 metrach zrezygnowałem.


sprat Said:

Jak to kiedyś napisał jeden tygodnik moto:
“Polacy kochają sedany, bo kojarzą im się z prestiżem limuzyny. Niestety, mało kogo stac na luksusową limuzynę, stąd popularnosc niskobudżetowych sedanów w naszym kraju”.
Przykłady? Lanos w wersji sedan…bił rekordy popularności, a HB sprzedawały się raczej kiepsko :)

Myślę, że to kwintesencja Poloneza ATU.


Cooger Said:

Pragnę zwrócić uwagę na jedną kwestię – jeśli bierzemy pod uwagę objętość bagażnika tak jak się ją mierzy czyli w hatchu do “półki” to Atu ma większy bagażnik od Caro.

Z uwag praktycznych – nie do końca zgadzam się, że poldon ma takiej samej jakości hamulce jak auta wspólczesne. Wręcz nie wyobrażam sobie ich nie dłubnąć gdybym miał jeździć 1.4-ką. W 1.6 od biedy dawały radę, ale trzeba było się do tego przyzwyczaić. Rozmieszczenie pedałów jest faktycznie sportowe, kwestia przyzwyczajenia, mi adaptacja zajmowała jakieś 5-15 minut, w zależności od tego ile czasu wcześniej nim nie jeździłem. Co do wspomagania – w Plusie można nim kręcić jedną ręką, natomiast gdy kiedyś jechałem Caro 1.4 to o mało nie trafiłbym w boczną ulicę w którą chciałem skręcić. Co do jazdy na dłuższych odcinkach – oj tam ojtam, robiłem poldem kilkaset kilometrów w jednym ciągu (no z drobnymi przerwami rzecz jasna) i żyję. A mam 190cm wzrostu.

W Poldzie najbardziej mnie irytuje to co w innych konstrukcjach italskiej prowieniencji – niby coś naprawisz a do końca nie jesteś pewien czy to faktycznie działa poprawnie 😀 No ale jakoś tak ciągle do tych aut wracam, gdybyście tak nie zniechęcali to bym sobie kupił Alfę Romeo 😛


Zlomiarzosmieciarz Said:

Wincyj takich testów!

Ależ cudne niebieskie wnętrze! Chciałbym to W140 choćby za sam kolor tapicerki. Czemu dziś nikt nie robi niebieskich wnętrz? Albo zielonych? Albo czerwonych? Wszystko smutne jak p..da – czarne albo szare.

Zamysł, żeby zohydzić S-ke pejzażem Pragi czy innego Wilanowa (czy co Wy tam macie w tej stolicy) nie wypalił. Mercedes roztacza wokół blask prestiżu i splendoru, natomiast Atu tak obrzygał belweder swoją polonezowatością, że ten wygląda jak dyskoteka Iguana w Brzozowej (to koło Wólki Lipowej).

I ostatnie. Skoro wytwarzanie luksusowych aut jest skorelowane z istnieniem rynku wewnętrznego na taki produkt to Francuzi powinni się okładać suchymi bagietami od rana do nocy. No bo kto widział żeby przy takiej ilości bogaczy, jedyne co mieć im do zaoferowania to DS5 i Latituti.


dzekoo Said:

Jałta oczywiście, ale gdyby trzymać się słynnej ustawy Wilczka z 1988, to Polska była by już kilkukrotnie bogatsza, a zarobki takie jak w Niemczech. Ale jak się buduje społeczną gospodarkę rynkową zamiast kapitalizm, to się jeździ Polonezem. I tak dobrze, że nie Syreną, bo różnie się mogło potoczyć.


Kacper Said:

“Posiadanie klasy S należy zacząć od zakupu garnituru, eleganckiego zegarka, smartfona i wizyty u dobrego stylisty, który dobierze do tego dodatki. Bez tego wygląda się jak gość, który odwozi S-klasę klientowi.” Przypomniało mi się, że znam Pana w wieku lat 60-70, którego najczęściej widuję w S-klasie W221 (raczej z tych ostatnich), ewentualnie w jakimś innym aucie jeśli akurat ono stoi bliżej domu. On wcale nie wygląda jakby chodził do stylisty. Chyba, że jego stylista ma na imię Władimir, jest z Ukrainy i handluje chińskimi ciuchami na rynku. Ale pewnie on “w życiu osiągnął już wszystko i może kupić wszystkich współużytkowników drogi w promieniu stu metrów” i ma to wszystko w dupie.


Yossarian Said:

Dźwięk jest najmniej istotną rzeczą w aucie! Już to u siebie pisałem. Nie rozumiem tej obsesji, że coś bulgocze, warczy itd. To ma jechać, a nie hałasować. Rozważanie o dźwięku w aucie jest porównywalne do rozważania o przyspieszeniu w gitarze.

A co do Poloneza to ja miałem nieco inne odczucia – Ja w prawdzie jeździłem Plusem i było wspomaganie, więc co do kierownicy się nie wypowiem. Ale co do przestrzeni na nogi owszem: w ogóle nie miałem problemów. A nawet tym poślizgami jeździłęm, gdzie szybkie kopnięcia w hamulec, sprzęgło i gaz są niezbędne. Zero kłopotów. Nawet w sporych zimowych butach. A nóg nie mam jakichś nietypowych.

Zaś hamulce – nie rozumiem jarania się Lucasem. Jak dla mnie to nie hamowało. Spowalniało trochę i tyle. Co przy koszmarnym prowadzeniu nie było miłe.

A z tych dwóch wybrałbym Poloneza. Nie dlatego, że lubię grzebać w śmietniku, ale dlatego, że Poldona można tanio upalać po KJSach wprawdzie bez szans na wynik ale za to ze względną frajdą z RWD (dość koszmarnego ale zawsze). Zaś S klasą to tylko burakować po mieście można i nic poza tym – do wszystkiego innego jest za cieżka ;).


Ktosiek Said:

Do Poloneza mam sentyment, jeździłem/jeździliśmy ;).
Beznadziejny, jak go chcą opisywać/widzieć niektórzy nie był, ale nie zmienia faktu, że w 96 był passe… Zobaczmy co w 96 produkowali Koreańczycy… hm… Accent – w sumie niewielkie auto, z silnikiem o podobnej mocy, o 0.3 litra mniejszym, który lepiej się zbiera, prowadził. O trwałości, możliwości wyposażenia nawet nie piszę, bo Polonez tutaj też cierpiał – a jeszcze ponoć można było kupić, chyba za mniej niż 20 K PLN, wersję totalnie gołą, nawet bez ogrzewania tylnej szyby :).

Natomiast zawsze podobała się deska w Polonezie…. ładny kolor, raz zielony, raz pomarańcz, wszystko logicznie rozplanowane, tutaj duży plus.

Co do krajów, robiących czysto luksusowe auta… chyba tylko Niemcy i Anglicy, luksus to także coś, czego azjatyckie marki tak bardzo nie mają… zwie się to “heritage”. Mercedes jak najbardziej to ma, angielskie marki też – azjatyckie marki to po prostu użytkowe auta, nawet gdy są mocno obładowane luksusem.


marcin Said:

Jest jedna rzecz, która wyróżnia poloneza pozytywnie. (przynajmniej caro bez plusa po 1994 roku). Bajeczne programowanie czasu pracy wycieraczek. pociagało się do siebie wycieraczki machneły raz, odczekało się aż szyba bedzie wymagala oczyszczenia i pociagało się ponownie. od tej chwili az do wylaczenia zaplonu wycieraczki pracowały dokładnie tak jak chcielismy.


TS Said:

@Jacek full w plusie to była klima,el. szyby,grzane i elektryczne lustra,centralny,podgrzewane siedzenia i to na tyle. W minusach była duza liczba opcji wyposazenia,od skorzanej tapicerki po ospojlerowanie.


Ulvraith Said:

Pomimo prolskiego pochodzenia, Polonez nie był mi dany. Ni razu. Natomiast parokrotnie miałem okazję uchwycić obitą skórą z teutońskiego knura, kierownicę modelu W140. I to w dwóch smakach. Oraz w dwóch różnych środowiskach. Jednak niezależnie od tego, czy gulgotałem wesoło V8-mką, zamiatając tylną osią po krawężnikach, czy też czułem się jak podczas jazdy nowoczesną windą prowadząc V12-stkę po autostradzie, wobec festiwalu guzików również obrałem taktykę pod tytułem “zostaw to, idioto!”.
Najgorzej na tym nie wyszedłem.
Najbardziej w pamięć zapadło mi jednak uczucie niemal kompletnej izolacji kierowcy od sytuacji na drodze. Oraz to, że hamulce, choć mają CIĘŻKIE zadanie, działają w systemie ON/OFF i niewiele pomiędzy. Doświadczenie z w/w modelem uznaję za ciekawe, ale ogólnej niechęci do jazdy gwiazdą nie pokonało.


Ja Said:

Nie może być… W Ładzie “siódemce” opisywanej jakiś czas temu kierownica chyba jednak ciężej chodzi.


drevil Said:

@Zlomiarzosmieciarz
Francuzi, w przeciwieństwie do na przykład obywateli kraju za wielką wodą, mają trochę inny stosunek do obnoszenia się swoim bogactwem. Parę lat temu byłem w Lyonie, służbowo. Na lotnisko przyjechał po mnie szeregowy pracownik tamtej firmy Meganką, co było zupełnie zrozumiałe. Potem na lunch zaprosił nas dyrektor czegoś tam, zasadniczo człowiek na dość wysokim stanowisku. Idziemy na parking, myślę sobie, ciekawe czym on jeździ, pewnie 607 albo inny VelSatis. A tu okazało się, że koleś jeździ Scenikiem. Ale szczęka mi opadła gdy się okazało, że ich wiceprezes czy ktoś w każdym razie jeszcze wyżej w hierarchii jeździ Pandą. Ktoś się zebrał na odwagę i spytał, czemu nie kupi sobie lepszego samochodu, przecież go stać. Facet odpowiedział: Widzieliście jak wygląda parkowanie w Lyonie? Gdzie ja postawię większy samochód?


fabrykant Said:

Brawo! Świetne porównanie, nieco przewrotne (tylko troszeczkę), ale jakże prawdziwe. Mam tylko małe pytanie- czy tych wskaźników analogowych na desce W140 nie jest przypadkiem siedem? Tego z paliwem po lewej nie widać dokładnie, ale tyż chyba analogowy? Bo zegarek to na pewno analogowy wskaźnik ma.
Wiele stwierdzeń z tekstu jest niezwykle cennych, np. kluczowe: “do osiągnięcia względnego dobrobytu wystarczy zbierać to, co wyrzucili bogatsi od ciebie”. Ekolodzy powinni to sobie wypisać na sztandarach, a nie tam jakieś antykorporacyjne hasła. Najłatwiej (właściwie bezproblemowo) stosować tą zasadę w telefonach, komputerach i telewizorach.


Marcopolo Said:

Chyba jako jedyny znam powód wyprodukowania sedana Atu. Prawdopodobnie jest to spełnienie marzeń mojego kumpla, weterynarza z Lubochni. On to jeżdżąc do swoich “PACJENTÓW” zimą zawsze narzekał, że mu się Poldek wychładza jak szuka leków w bagażniku, i wzdychał za nowym autem sedan. Marzenia się spełniły, teraz już czymś innym odwiedza pacjentki, pozdrowienia Rysiu


bebe Said:

Bardzo fajne porównanie, fajne przede wszystkim dlatego, że zbieżne z moimi odczuciami. :) Doceniam również kapitalnie zrobione sesje zdjęciowe obu aut.

Zastanawia mnie jedno – do późnych lat ‘2000 praktycznie nie widywało się W140 na polskich ulicach (a przynajmniej ja się nie spotkałem), w przeciwieństwie do innych lymuzyn z tego okresu. Ktoś wie, dlaczego tak długo trzymały cenę i/lub nie psuły się Niemcom?


wojkek Said:

Kolejny świetny artykuł, bezstronny i pisany bez uprzedzeń. Sam jestem wielkim fanem Mercedesa i dałbym się za niego pociąć, chodź miałem i epizod z Poldolotem. Trafnie wypunktowane wady i zalety obu pojazdów. Nie patrząc na koszty zakupu, paliwa i eksploatacji na pewno mniej problemów sprawi poczciwe FSO…


lordessex Said:

Test owszem ciekawy, ale ja się pytam jaki jest cel w tym żeby porównywać tak skrajnie różne od siebie samochody?? 😀
Co do niepraktyczności sedana, to się nie zgodzę. Jeździłem najpierw Fordem mondeo MkII kombi, i tam była widoczność do tyłu fatalna. Teraz jeżdżę Volvem 940 sedan, i teraz widoczność jest wręcz DOSKONAŁA we wszystkie strony, i bagażnik też ogromny.


drevil Said:

@Marcopolo
Zdaje się, żę Citroen XM właśnie z tego powodu miał w środku drugą tylną szybę.


radarro Said:

Moje przygody z Poldkiem zaczynałem jakoś w ’99 przed zdaniem prawa jazdy. Na kursie cisnąłem Uno, ale poza kursem ojciec mnie zabierał na plac manewrowy i kręciłem, jeździłem i parkowałem Poldka bez wspomagania :) Tam się wykuwała stal na rękach hehehe.


RMF Said:

Przyczyna ciężkiego obracania się kierownicy w Polonezie jest zazwyczaj brak dbałości – przekładnia kierownicza pracująca bez oleju lub za mocno skręcona “by nie było luzu” w momencie, gdy luz jest gdzie indziej. Normalnie koło kierownicy pracuje leciutko po ruszeniu. Natomiast na postoju – owszem, można się spocić i zmachać jak na siłowni 😉

Polonezy ze wspomaganiem miały zupełnie inną przekładnie, ta do modelu ze wspomą była droższa bo zachodnia (ZF) – stąd raczej niemożliwe, by ktoś zamontował przekładnie z modelu ze wspomą do modelu bez wspomy. Jak już kupujesz droższą przekładnię, to ją podłączasz 😛

Pochylenie amortyzatorów to zepsucie trakcji, ale i powiekszenie bagażnika. Coś za coś. Ja osobiście lubię swojego Caro minusa za pionowe amorki :)

Złomnik nie wspomniał też o wskaniałym umieszczeniu włączników na desce w Caro. Ile razy to człowiek włączył tylne przeciwmgielne podczas wkładania kluczyka do stacyjki, ile razy miał problem by podczas jazdy wcelować paluchem we włącznik przednich przeciwmgielnych lub ogrzewania tylnej szyby. Ot, smaczki :) Podobnie jak wyjące mosty.Bez tego polonez nie byłby polonezem 😀

Do wąskich pedałów i ich ciasnego ustawienia idzie przywyknąć, zwłaszcza jak ktos odpowienio wyreguluje ustawienie pedału hamulca by ten nie stał za wysoko (jest taka możliwość). Dzięki temu wszystkiemu w Polonezie bardzo łatwo robi się międzygaz w momencie redukcji przy jednoczesnym hamowaniu. Wręcz cieżko go nie zrobić, zwłaszcza w zimowych butach 😀 Polonez uczy swojego kierowcę 😉


momik Said:

ja jeżdżę dacią :) fajne to! polecam


Martini Said:

Nie znam się to się wypowiem 😀
Locha to chyba szczytowe osiągnięcie Mercedesa w ogóle. Poziom luksusu, wyposażenie, rozmiary. Może i ma grację bizantyjskiej katedry ale poziom izolacji od wszystkiego niemalże alienacji, jest nie do pobicia. Siedzi się w środku i z elegancją przesyła się zewnętrzu komunikat: możecie mi skoczyć 😀 kiedyś sobie kupie bo Atu już miałem


Zyga Said:

Nie miałem ani pół minuty styku z W140. Ale kiedy na nią patrzę, to tylko jedno mi w głowie świta: z uwagi na dużą DMC mógłbym legalnie ciągnąć lawetę z Żukiem. To chyba oznacza, że ja też nie należę do świata luksusu i prestiżu.


mic Said:

Grzyb w Polonezie! :-)
A skup w Czosnowie fajny jest, aż się chyba karnę zobaczyć czy czegoś nie przeoczyłeś.


Art Said:

Wyjątkowe Atu – ma chłodnicę z tyłu.
Tunezyjska ambasada i niemieckie napisy na dźwigienkach zamiast arabskich względnie francuskich – Bu!


barrav Said:

Dlatego jedynym autem pomiędzy luksusem a biedą jest VW PASSAT 1.9 tdi, nie wykończy finansowo a przy tym jest bardzo wygodny….


maciek_dm Said:

Mój znajomy miewał powtarzać, że chodzi o to, aby auto nie zaczęło cię ubierać. Myślę, że w przypadku merca to własnie może mieć miejsce. Wiele ludzi się napala, a potem czują się nieswojo. Mnie też bliżej do ata, chociaż krew mnie zalewa, że przez czynniki, które wymienił złomnik nie było nas stać na nic więcej.


kot pandur Said:

Brawo złomnik, a może jakiś test kruluf polskich szos golfika i paska w tedeiku? Wydałem złotówkę plus vat na głosowanie smsem, to mogem rzondać lektóry.


DrOzda Said:

@drevil – niestety wymordowanie w czasie i po okupacji elit nieuchronnie spowodowało “awans społeczny” chłopów i robotników. Stara arystokracja czy klasa średnia w krajach które nie zaznały rozkoszy od szkopów i ruskich nie musi się dowartościowywać ostentacyjnym obnoszeniem z posiadanym bogactwem. U nas jak ktoś wyrwie się z prowincji i dochrapie się większych pieniędzy czy stanowiska ma przymus pokazania się. A jednym z atrybutów jest wypasiona bryka. I najczęściej idzie to w parze ze zwykłym buractwem. W moim bloku rozsądni sąsiedzi z którymi można się dogadać i nie mają d… wyżej niż s… jeżdżą prywatnymi “zwykłymi” wozami : Octavia ,Scenic , Focus , Corolla , Megane , x20 itp. Napuszone szczurki z awansu natomiast pokupowały sobie takie idiotyzmy jak Phaeton V10 oczywiście na słoikowych kieleckich blachach (swoją drogą kiedy się skończy idiotyzm stawek ubezpieczenia według miejsca rejestracji a nie faktycznego użytkowania ?).


Martini Said:

Ale zaraz zaraz…Polonez nie miał poduchy ani abs-u w żadnej wersji.

Złomnik skończył się na “Grzybologice”!!!


AL Said:

Super zdjecia ! Haha, doorman Jacek pod Bristolem – pan na serio chce tu zaparkowac prosze pana ? Sluze uprzejmie, akurat jest miejsce pomiedzy bentlejem a rendzrowerem:D


Cubino Said:

@yossarian
Mercedesem nie zrobiłbyś KJS-ów, ale śluby owszem. PROFIT!

W złotych latach 90 moj ojciec miał pod rząd trzy służbowe polonezy, trzeci z nich to był wlasnie atu minus. Straszny pazdzierz, juz wtedy bylo to widać, ale:
– brak wspomagania nie przeszkadzał w jeździe, rownież mojej mamie,
– robilismy nią trasy po 1000 km pięcioosobową rodziną na narty i nikt nie umarł z niewygody.

Także ten. Nie przesadzajmy.

Lochą nigdy nie jeździłem. Nie kusi mnie. Jeden z najbrzydszych samochodów świata.


paprykarz Said:

Co do ciężkiego kręcenia kierownicą w Polonezie, albo w Maluchu, to OGROMNE znaczenie miały opony. Na nowych oponach kierownica chodziła dużo lżej niż na wylatanych. Absolutnie nie wiem dlaczego.


Yossarian Said:

@cubino

No jak to tak? S klasę kupić z myślą o proficie? To już lepiej nią jednak próbować KJS pojechać. Ale to byłoby coś – wielkie bydle z wyprutym do gołej blachy wnętrze, plus automat 😛 Zdziwiłbym się jakby dojechało wyżej, niż na ostatnim miejscu, ale pomysł jest tak idiotyczny, że aż kuszący.


diodalodz Said:

Oczywiście, że POLONEZ Caro miał PODUSZKĘ powietrzną. Co prawda tylko na skandynawię. Była montowana cybantami do ramion kierownicy. Urządzenie było w pełni mechaniczne. Post o tym pamiętają starzy klubowicze FSOPTK albo FSOAK . W sumie nie pamiętam gdzie była o tym dyskusja. A co do Poloneza, hm największy jego problem, to brak kleju do gwintów. Wszystko przez wibracje się samo rozkręca, od foteli po deskę.


DrOzda Said:

Legenda głosi że próbowano w późnych poldkach zainstalować ABS – kończyło się to podobno szybkim zniszczeniem sworzni i wyłamaniem mocowań kielichów amortyzatorów przednich do karoserii.


jeżdżę pociągiem Said:

Rzadko udaje się mnie rozbawić, ale rykłem na cały głos przy zdjęciu mercedesa pod jakąś praską kamienicą i szmateksem.


BaltazarGąbka Said:

Sześć wskaźników analogowych? W Fiacie Uno miałem siedem (wszystko jak najbardziej seryjne) 😉

Odnośnie dziwnej różnicy wysokości pedału gazu i hamulca w Polonezie: potwierdzam, aczkolwiek to da się wyregulować żeby było w miarę normalnie. Najwyraźniej ktoś tam już wsadzał łapy i niezbyt dobrze do poskładał.


Justyna Said:

Ostatnio niechcący popełniłam taki test: Audi A6 2008r. 3,0 TDI vs. Land Rover Disco I 1994r. 2,5 TDI.
Audi odprowadzałam klientowi po drobnej naprawie. Od razu poraziła mnie ta ilość guziczków, przełączniczków od wszystkiego. W zasadzie trzeba się najpierw pilnie po wnętrzu rozejrzeć, żeby dowiedzieć się, jak się je odpala. Poza tym, jak wsiadam do obcego auta i nie mogę wymacać pod siedzeniem wajchy do przesuwania siedzenia, zaczyna narastać we mnie zaniepokojenie. Wyjeżdżając, zapytałam szefa, czy mogę mu dać po garach. Odpowiedział, że nie mogę, bo gościu będzie to potem widział na komputerze. No, nic, rozpędziłam go tylko trochę, żeby klienta specjalnie nie drażnić. Wróciłam na warsztat i od razu wysłano mnie na zrobienie badań technicznych w Disco. Wsiadasz, odpalasz, jedziesz. Tyle można powiedzieć. Zdziwiłam się tylko, że tak powoli- no, niby daję mu nieźle w gaz, nawet czuję, że jadę, ale po prędkościomierzu tego nie widać. I- cytując Z.Łomnika: “wtem!”- zorientowałam się, że licznik jest w milach i wcale nie jadę 75 w zabudowanym… Podjechałam pod stację diagnostyczną i wchodząc do biura usłyszałam od jakiegoś klienta: “fajny samochód!” Osobiście nie przypuszczam, że usłyszałabym coś podobnego, gdybym podjechała aszóstką. Ta zresztą jest na sprzedaż- klient wstępnie winszuje sobie za nią 58 tysięcy Pe-El-En. Klient od Disco, chciał go kiedyś opchnąć mojemu szefowi za 3 tysiące. Brałabym go za te trzy tysie i jeździła u siebie po lesie, aż błoto by odskakiwało.


benny_pl Said:

Notlaufie, jestem pelen podziwu, bo juz powontpiewalem w Twoja graciana nature, ale jednak zwracam honor! malo kto sie potrafi przyznac ze lubi cos wygrzebac na zlomie a jeszcze mniej ze cos potrafi przyniesc spod smietnika, dla mnie tez to nie problem, juz dawno mowilem, ze w dzisiejszych czasach mozna spokojnie caly dom wyposarzyc z rzeczy wyrzuconych przez innych (zreszta u mnie takich rzeczy jest ogromna wiekszosc)

ja tez sie boje jadac czyms drogim/skomplikowanym ze jak cos zdechnie to i tak moze nie tyle nie bedzie mnie stac na naprawe, co bedzie mi na to szkoda tyle kasy bo za tysiaka mozna miec normalne jezdzace auto

natomiast co do przekladni kierowniczej PN/DF to one sa strasznie tandetne, strasznie. one potrafia dzialac bardzo lekko, ale niestety bardzo krotko. ja jezdzac 5 lat DFem zatarlem ze 3 przekladnie, to wiem, ale z taka dobra to sie leciusienko kreci w czasie nawet powolnej jazdy (na postoju wiadomo dosc ciezko) na tyle leciutko ze bylem w wielkim szoku jak pierwszy raz jechalem sluzbowym clijem2fl na trasie i bylem wnerwiony jak w takim nowoczesnym samochodzie ze wspomaganiem moze tak ciezko kierownicac dzialac w czasie jazdy! (wtedy mialem dobra przekladnie w DFie i mozna bylo krecic jednym palcem w czasie jazdy)


square626 Said:

Mój borze – teraz sobie przypomniałem, że Atu miał takie zawiasy bagażnika… a kilka miesięcy temu jak w lidlu była promocja na czeskie piwo to zgniotłem zawiasami kilka butelek jak zamykałem bagażnik mojego służbowego prestiżowego koreańskiego sedana. I śmierdzi do tej pory :(


maciek Said:

mam prośbę… nie wiem jak was… ale ch**lernie razi w oczy
Mój następny samochód rodzinny będzie miał V-ósemkę (chyba Cię pogięło – rzona).

Zmień proszę “rzona” na “żona”…


BaltazarGąbka Said:

Jeszcze odnośnie dźwięku – podobna sytuacja będzie miała miejsce we wszystkich silnikach, które nie mają równomiernego zapłonu. Przykładem mogą być np. V4 Hondy (motocyklowe) lub PRV Citroena (które mają kąt rozwarcia cylindrów wynoszący 90 stopni, co nie jest typowym układem dla V6). Oczywiście nie będzie to to samo co w V8, bo zależy to również od układów wydechowych.


Trebor Said:

Yossarian
A tam pitolenie, powiedz wprost, że masz słuch jak grzyb i będziesz rozgrzeszony.


@Cubino: W140 w sporcie nie wystepował, ale W108 – jak najbardziej, i to z sukcesami, a to też jest Esa.

@jeżdżę pociągiem: jedni tacy wozili nawet Wurstu sześćsetą. Powtarzam jeszcze raz – Mercedes to nie jest arystokracja, to masówka. Nie dla biedaków, ale masówka.

@bebe: wydaje mi się, że względna nieobceność W140 na ulicach to kwestia masowej emigracji tego modelu na znacznie dalszy Wschód, bardzo często wbrew woli właściciela. Tzn. nie chodzi o to, że ukradziono wszystkie, ale o to, że ryzyko takiego scenariusza było zbyt duże – każdy doskonale wiedział, że Esę ukradną Ci w pięć sekund, a przy okazji mogą jeszcze krzywdę zrobić. Dodatkowo sam model nie cieszył się powodzeniem w Niemczech – w biurze nie mam dostępu do danych, ale to jedna ze słabiej sprzedających się generacji Esy, w dodatku Niemcy jej w ogóle nie poważają za ogólny styl i image. Co ciekawe, auto zaprojektował czystej krwi Włoch, Bruno Sacco, ale ten paradox opisywałem ostatnio u siebie, więc nie będę się powtarzał.


Kokolino Said:

Elektryczne sterowanie lusterkiem wewnętrznym występowało też w Oplu Omedze B – było to lusterko fotochromatyczne, a sterownik w tunelu środkowym był identyczny jak ten od lusterek bocznych.


@BaltazarGąbka: W PRV nie chodzi o kąt rozwarcia cylindrów (mercedesowskie V6 też mają 90 st.), tylko o to, że ten motor był projektowany jako V8, a dopiero na skutek kryzysu naftowego ucięli mu dwa cylindry bez przeprojektowywania wału. Przez to chodzi on troche jak ósemka paląca na sześć garów (nie do końca, bo mechanism korbowy jest wyważony dla sześciu tłoków, ale akustycznie tak wychodzi).


lessmore Said:

Złomniku, anegdota o dziadku jest zrozumiała głównie dla warsiawiaków – przecież niektórzy czytelnicy z reszty Polski nie muszą wcale wiedzieć, ile dziesiątków kilometrów jest odległy Grodzisk Maz. od Dworca Zachodniego. No, ale ogólnie anegdotka pyszna i sam często takich obserwuję, co jadą Wisłostradą przy Starym Mieście 40 km/h po lewym pasie, bo już w Wilanowie będą skręcać w lewo.


Jerzy Said:

Patrząc na Atu trzeba zachować właściwą perspektywę – ludzie, którzy kupowali ten samochód w 1996 przesiadali się ze 125p i 126p, względnie starszych Polonezów i odczuwali wyraźny postęp. Dobrze pamiętam jak moja znajoma – drobna dziewczyna (dotychczas jeżdżąca Caro na wąskim moście), przesiadła się do Atu minus swojego ojca i z dumą twierdziła, że “to zupełnie inna klasa – prawdziwy skok jakościowy i jak łatwo się prowadzi”. Sam jeszcze jako student przejeździłem cztery lata Atu Plusem z 1.4 Rovera i nie przypominam sobie żebym narzekał szczególnie na brak wspomagania (nigdy wcześniej go nie doświadczyłem, więc mi nie brakowało), czy kiepską ergonomię – jedyne co dawało się we znaki, to drobne upierdliwe usterki, z których żadna nigdy nie unieruchomiła samochodu (potem kupiłem Renault Scenic i uznałem, że narzekając na usterki w Polonezie byłem głupi).


jonas Said:

Czytelnicy z reszty Polski umieją się posługiwać mapą, atlasem, Google Maps i tak dalej. Tak przypuszczam, muszą przecież jakoś trafić do Warszawy. Wszyscy chcą mieszkać w Warszawie, to oczywiste.


Aremberg Said:

Słuszna uwaga – bardzo długo nie widać było w Polsce żadnych W140, dopiero w ostatnich 4-5 latach coś się zaczęło pojawiać, a i tak jeżdżą tym głównie konesuary tego modelu. Kto zawsze chciał być prezesem i chce wyglądać na bogatszego niż jest (co zwykle wiąże się z aparycją pomiędzy januszem z bazaru a cyganem), kupuje przedliftowe W220 za 25k zł i parę metrów drutu.
Fajne porównanie, przeczytałbym sequel tj. Daewoo Lanos vs. rzeczone W220.


cubino Said:

@SzK
Ceterum censeo: z Sacco to taki Włoch jak z koziej dupy trąbka. Facet musi być kryptoaustriakiem. Dowód #1: pochodzi z Udine, czyli CK strefy wpływów. Dowód #2: żaden prawdziwy Włoch nie zaprojektowałby samochodu, do którego przylgnęłaby nazwa “baleron”.


marekrzy Said:

Coś jest na rzeczy – gdyby maczał w tym palce Italiano vero, to powinna przylgnąć “mortadela”, albo nawet mortadella.


buckswizz Said:

Jakby nie patrzeć to porównanie wcale nie trafione. A sedan a sedan- nie każdemu psu burek na imie. no hello ! mam na myśli auta wybrane do porównania. Konkurencją dla ATU mógłby być wartburg, skoda, passat b3, bmw e30, w201, w124 a W140 można by zestawić z np. Tatrą. Przede wszystkim w140 szczegołnie 500 SEL zostało stworzone do długich komfortowych podroży po autostradach. W Polsce autostrady istniały fragmentarycznie – np. A4. U szwabów sieć autobahn była mega rozbudowana. Geneza ATU jest zupełnie inna- chęć ratowania marki poprzez urozmaicenie gamy sprzedaży. W140 to swoista wisienka na torcie, a Polonez był potrzebny, czyli szara rzeczywistość, auto dla ludu (juz obywalteli) – volkswagen


tec Said:

“zaledwie 46 ” faktycznie mała nóżka…


@cubino: Właśnie o tym pisałem ostatnio u siebie – że ludzie ulegają takim stereotypom i w ogóle nie przyjmują do wiadomości, że bardzo często ci sami konstruktorzy i styliści pracują dla wszystkich marek ze wszystkich krajów, a różnice stylu to tylko wynik oczekiwań klienta. Ten sam człowiek projektuje modele ze wszystkich możliwych stron świata, a potem ludzie mówią, że tylko Włosi potrafią zrobić Alfę, tylko Niemcy Volkswagena i tylko Japończycy Hondę. W artykule podałem konkretne przykłady, polecam.


buckswizz Said:

PS. Zdjęcia zacne ! Można byłoby Poldem pod KPRM podjechać


Prażka Said:

Widzę że, Panowie sobie zrobili po Pradze Północ w Warszawie wycieczkę mercem – ulice Środkowa, 11 listopada, Strzelecka – a taka Praga zła podobno.


buckswizz Said:

a no jakbyś miał dojeżdżać do pracy do np. świebodzina ze stolicy jeżdżąc tylko A2 w te i nazad to nie martwiłbyś się o problem z parkowaniem


egon Said:

te zdjęcia to jest najlepsza rzecz, jaką widziałem w tym roku w internecie! :) Wydaje mi się, że S-klasa trochę jednak traci na tle tych slumsów, ale polonez wygląda jeszcze biednej na tle tych pięknych budynków.


egon Said:

oba te samochody to jest przerost formy nad treścią. Po Złomniku spodziewałbym się raczej stwierdzenia – po co kupować atu i s klasę? Jest tyle dobrych aut….


vvitek Said:

O ile się nie mylę to Polonezy z końca produkcji z kierownicą ze znaczkiem Daewoo miały poduszkę kierowcy. Zwłaszcza modele kombi.


twingo Said:

Wiele wspólczesnych V8 nie jest ani cross-plane ani flat-plane bo są robione jak V6 z offsetem i bulgotania nie będzie.


Buckel Said:

Płyta podwoziowa Poloneza jest podobna do FIATa Millecinquecento po lifice (rozstaw 2505 mm). Milletrecento miało 2425 mm.


Yossarian Said:

@Trebor
Mówiłeś coś? Nie słyszałem.. 😉


m00n Said:

Jako posiadacz w140 50SE (wersja “krótka”) wypowiem się trochę :)
Większość egzemplarzy sprzedawanych w Polsce to paździerze w które trzeba włożyć 20-30 tyś żeby można było się poruszać z klasą. Ja w swój włożyłem już 15 tyś a kupiłem 2 lata temu za 20 tyś. a wiem, że włożę jeszcze spokojnie z 10 na blacharkę bo mechanicznie już niemal 90% wymienione 😀 Nie było układu w który nie trzeba było by zainwestować. Nie będę opisywał wszystkiego bo mi się nie chcę i dużo by tego było, napiszę tylko najczęstsze usterki. Biodegradowalna wiązka silnika i przepustnicy, wyciągający się łańcuch rozrządu v m119 i m120 o raz łamiace plastikowe ślizgi, pompka centralnego zamka sterująca wszystkim podciśnieniami w aucie (a jest ich od groma) problemy z przepustnicą (wycierające się potencjometry). Z racji temperatur wytwarzanych pod maską wszystkie plastikowe rurki od odmy silnika kruszą się, Problem ze zbieraniem się wilgoci w kopułkach rozdzielacza zapłonu. Mój egzemplarz ma 400 tyś nabite i pewnie z 200 spokojnie zdjęte a oprócz wyżej wymienionych wymieniłem kompletne zawieszenie z przodu i z tyłu, kompletne hamulce i zrobiłem remont automatycznej skrzyni biegów + jakieś pierdułki typu kable zapłonowe itp. Fakt, że cześć zostało zrobione na wyrost, a część dlatego że przy dużej robocie warto zrobić kilka dodatkowych rzeczy żeby potem nie rozbierać znowu połowy auta. Kolejna sprawa to znaleźc fachowca do tego auta. nawet w ASO nie bardzo się chcą dotykać bo systemy sterownia silnikiem są skomplikowane. Wymiany rozrządu nie chciał się nikt podjąć. W końcu po przestudiowaniu zagranicznych fór i siedzeniu całymi dniami w manualach serwisowych i w WIS-ie zmieniłem ten rozrząd “sam” rękoma znajomego mechanika, któremu mówiłem jak go ustawić :) Ale mimo wszystko jak przychodze zmęczony psychicznie po pracy i zasiadam w tym wygodnym fotelu i jadę na przejażdzkę to banan z twarzy nie schodzi mi jeszcze przez pół godziny po wyjściu z auta. Dla mnie majstersztyk motoryzacji w każdym calu. Nie znam drugie samochodu nawet z produkowanych obecnie, gdzie by się tak wygodnie siedziało i podróżowało. Jadąc nim podróż przestaje być przemieszczaniem z punktu a do b jest dla mnie ekstazą na kółkach 😀
Pozdrawiam


Yeti Said:

“Mimo wszystko Polonez zmęczył mnie fizycznie. Koszmarny układ kierowniczy, idiotyczna ergonomia, słaba zwrotność ”

Kwestia przyzwyczajenia. Mam Poldka rocznik 92. Uwielbiam to auto. :) Niczym mi się tak dobrze nie jeździ. Naprawdę. Pewnie, jakbym go lata nie używał, tylko jakiś nowocześniejszy model samochodu, to też byłby kłopot się przyzwyczaić, tak jak nie mogę się przyzwyczaić do innych samochodów, jak do nich wsiądę raz czy parę razy, ale to właśnie tylko przyzwyczajenie. 😉

“A ja po prostu jestem człowiekiem, który mając do wyboru pogrzebać w śmieciach a iść na zakupy do vitkaca, wybrałby grzebanie.”

Bracie… 😀

“nawet gdyby zużycie paliwa było nieistotne”

No spalanie w Polonezach boli… :(

A tak z ciekawości. Czemu porównanie Poldka z klasą S, a nie czymś porównywalnej klasy? Co następne? Porównanie Kamaza z Ferrari? 😉


Beetle Said:

A ja pamiętam przesiadkę z Poldka Caro do Laniaka 1,5 8v. Jezu ale to był skok jakościowy. To auto dziko wręcz przyśpieszało i niemal sportowo brało zakręty w porównaniu do poldolota. To były czasy, kto wtedy potrzebował jakiegoś mercedesa.


Przemko Said:

> Jałta oczywiście, ale gdyby trzymać się słynnej ustawy Wilczka

dzekoo, przecież te ustawy cały czas obowiązują. I to jest właśnie problemem, że ona ciągle działa, a nie odwrotnie. To dzięki niej masz koncesje na coś z 500 zawodów. Przy wychodzeniu z systemu w którym wszystko było zakazane koncesja czyli zezwolenie jest ok, potem już niekoniecznie.


łoboże Said:

Poldka mi nie było szkoda. Jeździłem nim jak ursusem c-330 po wszystkich nawierzchniach. Nawet czasem człowiek się uśmiechnął, że tak tani szajs jest tak bardzo użyteczny.
A Sklasą to jeżdżo jakieś pany ze dwora albo biskupy. Nie wrzucisz worka z kartoflami na bagażnika bo szkoda brudzić. Podjedziesz takim pod giees kupić bułki to patrzo jakby Kalinowski przyjechał na dożynki.


Piter Said:

Co do sedanów, to raczej nie prestiż bywał powodem ich kupowania.
Przy braku kasy był to jeden ze sposobów na zakup czegoś większego bagażnikowo niż w standardowym hatchbacku.
Kombi w końcu zawsze były sporo droższe. Dziś przy większej zamożności klienta oraz dużej ilości używanych samochodów na rynku można znaleźć sobie odpowiednie kombi. I tak spada u nas sprzedaż tanich sedanów. Czyli wszystko zmierza ku normalności.


Michal Said:

O borze a co na to Twoja rzona autorze :)


miwo Said:

Pisałem to już pod zajawką tekstu na fb w ub. tygodniu: pomysł ze zdjęciami aut w otoczeniu tak a’rebours – przedni, genialny. :)
Przypomniał mi się test ciemnozielonego Atu GLI w “Motorze” z 1996 roku. Śp. red. Kasprzycki porównywał Atu z Ładą Formą (Samara sedan – wszystko, jak w hatchbacku, tylko bagażnik wiadomy oraz deska lekka zmieniona). Polonez dostał plusa za bogate wskaźniki i podświetlane przyciski. Jednak zasłaniane przez wielką kierownicę. I nienajgorsze fotele IG. I wklejaną tylną szybę. I zawiasy klapy na amortyzatorach. I na tym się plusy skończyli.

Gdzieś tam kiedyś słyszałem o próbach ABS-u w Poldkach. Podobno również w Uno próbowano. Ale chyba ostatecznie nie oferowano. Za to widziałem gołe wersje Caro/Atu Plus – czarne zderzaki, klamki, brak przednich przeciwmgielnych, listew bocznych, etc.
Poniżej reklama Atu “Minusa”, kiedy miał przechodzić wielkie nowe testy jakościowe. Ten Atu ma chyba nawet ospojlerowanie Orciari, oferowane w latach 1993-1997 (od MR ’93 do czasów Plusa) w opcji.
https://www.youtube.com/watch?v=KcIu-5tJExc

Ciekawym, jakby wyglądała sprawa wnętrza Atu, gdyby produkowano go z nową deską, jak pierwotnie planowano.
http://borewicze.pl/wp-content/uploads/2013/04/deska.jpg

Duża ilość przycisków w aucie (każdy od byle pierdoły) może irytować. Ale przejechało się na tym BMW, kiedy do E65 wsadzono iDrive i nic więcej. Żeby znaleźć cokolwiek trzeba było kręcić i klikać tym jednym pokrętłem. Już przy liftingu dodali minimum: przyciski “Menu” i “Back” :)


pete379 Said:

@Yeti W sumie fajny pomysł… Kamaz i Ferrari. Oba zazwyczaj czerwone (wiem,ze nowe Kamazy mają barwę żołtą, ale stare to połowę czerwonych widziałem), oba toporne, tyle, że Ferrari kapryśne 😉


2rek Said:

AUTOniełŻE auto zawsze mówi jak jest, patrz nagłówek:)


MAK Said:

Zgadzam się z poglądem że do samochodu trzeba pasować. Mam kolegę który przymierza się do Accorda, który ma bazylion bajerów w tym nie wiem czy przypadkiem nie można go zwyczajnie głosowo poprosić aby raczył wystartować silnik… jednym słowem gadżet na kółkach, i wiem że ten kolega w nieodłącznym garniturze doskonale się w nim odnajdzie. Ja celowo wybrałem swoje V240 w “najgolszej” wersji, gdzie fabryczne nagłośnienie to dwa głośniki w drzwiach przednich a tych paru kabli idących do tyłu nie sposób nazwać wiązką, a przecież w tym samym segmencie kosztów (włączając niezbędne w tym modelu wydatki na blacharkę) mogłem wybrać 760 lub 960 z pełną elektryką i na wielowahaczu. Jako właściciel tej lochy też czułbym się nie na miejscu.


lordessex Said:

@lessmore:
A jeszcze gorsze są głupie pindy wlekące się Seicento 60km/h na lewym pasie ekspresówki. A nawet uporczywe siedzenie na ogonie, mruganie długimi i napie….. klaksonem do oporu nic nie pomagało. Aż sie prosiło żeby przywalić w tył tak żeby przednią szybą wyleciała. Ale do tego by trzeba jechać Hummerem H1 albo Fordem F-250 Super Duty co najmniej.


marekrzy Said:

Wystarczy Scanią.


ickyflix Said:

Ciekawa sprawa z tym wspomaganiem. Moim pierwszym pojazdem był polonez (“nosek z przodu, szybka z tyłu”) i jeździłem nim sporo dopóki pewien przeładowany transit nie zmienił mu kształtu w taki bardziej bananowaty. Na wspomaganie nie narzekałem. Później był trabant (prawdziwe 601, nie żadne podróbki z silnikami z RFN), tu było lekko łatwo i przyjemnie, choć wolę nie myśleć co by z nim zrobił wspomniany wcześniej transit. Następnie citroen cx, pierwsza wersja, pełna rozpusta i degrengolada. Hydraulika obsługiwała jednocześnie trzy systemy (zmienili to chyba w xm), jeśli padała, na przykład przez rozsczelnienie, to najpierw padało wspomaganie, później zawieszenie, na końcu hamulce. Jak na Francuzów niespodziewanie rozsądnie. I rzecz w tym że takim cx’em z padniętym wspomaganiem kierowało się gorzej niż “moim” polonezem, ale ciągle lepiej niż atu. I rodzi się pytanie – co oni u diabła tam zrobili? Planowali wspomaganie, ale kosztowo nie zagrało, więc poszła wersja bez zestrojona do wersji z? //przy okazji – ktoś może wyjaśnić w którą stronę dryfuje temat wspomagania? Na codzien jeżdzę volvo 960, tam system pracuje z wyczuwalnym oporem, który lubię. Czasami przesiadam się w audi a8 i jest dla mnie za delikatnie, za czuło, za bardzo. To takie moje subiektywne, że w drugim wypadku gorzej czuję drogę i spina mnie niemiłosiernie? To “czasami” to tak raz w miesiącu od 2 lat, każdy przelot średnio po 1000 km. Się boję, że się nie przyzwyczaję i tym samym wszystkie nowe duże nie dla mnie..


Borek Said:

Bo psze pana V8 na flatplanie to je dźwięk podobny do rzędowej czwórki, ot co. Domena włoskiej motoryzacji sportowej. Nie wiem czy ktoś już to tu pisał, #care, sue me.


tgdfhgfxcxg Said:

BEZ PORÓWNANIA,POLONEZA 99R MOŻNA PORÓWNYWAĆ DO TRABANTA NAJWYŻEJ ALE NIE DO MERCEDESA 😀 POLAK NIE POTRAFIŁ! 😀 ALE MIMO TO JESTEM FANEM POLSKIEJ MOTORYZACJI :)


Kogut Said:

To mój pierwszy wpis na złomniku :) To dlatego, że dawno nie czytałem tak dobrego tekstu. Autoświat i inne tego typu czaso-pierdu-pisma mogą się schować.

Ps. Ja jednak wybrałbym Mesia :)


lordessex Said:

Najlepiej cysterną wiozącą jakieś żrące substancje 😀


dsds Said:

A ja zapytam z innej beczki. Ile takie W140 w miejskiej jeździe pali? tak realnie.


Gracjan_Rzptocki Said:

@buckswizz. Jak spojrzałem na nagłówek to czułem, że będzie jakiś komentarz typu “nie powinieneś porównywać tych aut bo to inna klasa”. Ej not Ty, serio? Myślę, że Notlauf zrobił to nawet trochę celowo żeby niektórych patriotyczna dupka zapiekła a dwa,że w końcu porównał to co w opinii ogółu było wówczas najlepszych motoryzacyjnym produktem (oczywiście krajowym).


twingo Said:

@lordessex
“Aż sie prosiło żeby przywalić w tył tak żeby przednią szybą wyleciała.”
http://imgur.com/XE8hw5n


TKR Said:

A Polonez dlaczego z kierownicą po prawej stronie? przywieziony UK, aby był jeszcze tańszy w zakupie?


nocman Said:

@marcin
Kiedyś też mi się tak wydawało, ale jak to mówią, nie należy bliżej poznawać idoli młodości.

Moi rodzicie mieli kiedyś MR93, gdzie był ten sterownik i się nim jarałem jak mrówka mszycą. Jakiś czas temu i parę aut później miałem okazję powtórzyć to doświadczenie: otóż BMW miało coś podobnego, WI-WA II SRA, gdzie sterowało się podobnie (tj. włącz-wyłącz, odczekaj pożądaną przerwę, włącz). I wiesz co? Czarł prysł. W zmiennych warunkach zabawa z włącz-wyłącz/pociągnij-poczekaj-i tak dalej, zajmuje więcej czasu i uwagi niż przekręcenie pierścienia na dźwigni.


kubszo Said:

Ciekawa teraz byłaby druga część tego testu. Czyli wersje coupe. C140 V12 którego w sumie nawet jestem posiadaniu, ale ciężko byłoby z Poldkiem coupe.


jelcz Said:

Na dźwięk silnika widlastego ma też wpływ kąt rozwarcia cylindrów. Taka Tatra na przykład: na początku było 75 stopni, a dopiero później 90 stopni. Cykl pracy przez to nieco inny.


oxej Said:

Jeszcze odnośnie układu kierowniczego w polonezie – montowany w polonezach przez cały okres produkcji wspornik układu kierowniczego pochodził z fiata 132 i był przez włochów stworzony do fiata w wersji ze wspomaganiem. Fiat 132 w wersji bez wspomagania miał inny wspornik, z hydraulicznym tłumikiem drgań, co mogło się też przekładać na inne prowadzenie.
Na szczęście po 1997 roku daewoo wprowadziło wspomaganie w standardzie.

Jako posiadacz kombi z 2001 roku z wspomnianą zmienioną kierownicą chciałem sprecyzować, że żadnej poduszki tam nie ma i nigdy nie było.


ndv Said:

Ta prototypowa deska Poloneza zaciąga Peugeotem 405, oryginalny kształt moim zdaniem bardzo dobrze pasował do ogólnej bryły.
A co do przyczyn tego, że Polonez był jaki był… No cóż w Polsce mamy coś takiego, że ciągle narzekamy, że jesteśmy pokrzywdzeni, że nie nasza wina, zabory, wojna, komuna, sowiety…ale co źle to nie my.
Przed wojną też rząd podpisał świetną umowę z FIATem, która zahamowała skutecznie rozwój polskiej motoryzacji, a najpopularniejsze i tak były później polskie Chevrolety:)
Planowana gospodarka PRLu oczywiście nawet nie stała koło rentowności, ale odnoszę wrażenie, że mogło być lepiej. Kilka ciekawostek przeczytałem kiedyś w autobiografii Tadeusza Sołtyka. Jedna dotyczyła zakupu silnika odrzutowego od Rolls Roycea, którego za bardzo nie można było sprzedać do komunistycznego kraju, więc miał być rozliczany jako silnik do traktora czy coś takiego. Polacy wystawili czek tytułem “silnik odrzutowy” co skutecznie utrudniło Polsce późniejsze pozyskanie wiedzy na zachodzie, bo nikt jakoś nie chciał ryzykować problemów. A dwa to czeskie fabryki. Chyba po “Praskiej Wiośnie”, bo całe obwieszone czerwonymi sztandarami, plakatami z wodzami rewolucji itd itp. Na polskie pytanie czy im to nie przeszkadza, Czesi stwierdzili, że nie bo biznes się dobrze kręci. W efekcie UW szkoliło się na Delfinach a nie Iskrach, które ponoć Rosjanie uważali za lepsze.


C15_drajfer Said:

Jeździłem wieloma Polonezami (Borewicze, “przejściówki”, Caro, Caro+, Atu, Atu+, Kombi, Cargo, Truck w krótkiej i długiej budzie, wszystkimi oprócz tego 4×4) i wieloma Mercedesami (123, 124, 126, 140, 201, 202, 203, 210, 220, 163, z wieloma wersjami silnikowymi) i w sumie, to nic mnie w tym porównaniu nie zdziwiło, bo znam ich budowę do gołej karoserii. :)

Polonez to jest bardzo dobra konstrukcja na polskie drogi do końca lat 90 i może jeszcze kilku lat 2000, pod warunkiem że posiadało się zapas części lub miało do nich dostęp (w większych miastach było wiele sklepów z częściami do 125p, 126p, Polonez, Żuk, Nysa) i miało trochę zdolności manualnych. Silnik prosty w budowie, zawieszenie toporne, ale stosunkowo wytrzymałe (tylko nikt nie dbał o nie), skrzynia jak w tekście, most wytrzymywał bardzo duże luzy i często trzeba było naprawiać, elektryka również dosyć prosta, czasem trzeba było poszukać kogoś kto wiedział do czego służy kilka modułów (np. Hybryd) i kostek, blachy proste, łatwe w spawaniu i szpachlowaniu, hamulce średnie. Auto dla ludu, które było praktyczne (oprócz sedana), proste w serwisowaniu, a naprawić można go było na ulicy (w trasę najlepiej było zabrać skrzynkę z częściami na wymianę). Jeździłem też wersją z silnikami Citroena, były bardzo dobre, tylko mułowate. Z silnikami Rovera były szybkie, tylko jednostka Rovera jest… nietrwała, skomplikowana, trudna w naprawie, złożeniu, kapryśna, nie naprawisz jej młotkiem, po prostu nie pasuje do Poloneza. Fajna była wersja Caro z silnikiem na pełnym wtryski “GSi” z klimatyzacją, wspomaganiem kierownicy, elektrycznymi szybami, centralnym zamkiem i innymi bajerami. Dobrze wspominam Polonezy, ale najlepsze były modele do pierwszego Caro, kiedy można było sobie pogrzebać przy gaźniku, można było sobie co nieco poustawiać, tanio zmodyfikować i chodziły bardzo dobrze. Później były coraz gorsze.

Mercedes W140 to bardzo dobre auto, super wykonane, świetne silniki V8 i V12, świetnie wyciszone, bardzo dobrze się nimi jeździ w trasach i autostradach (pod warunkiem, że jest to szeroka droga, bo ten model jest kiepskim wyborem na wąskie drogi wojewódzkie). Jest też kilka “ale”. Po pierwsze silnik R6 z manualną skrzynią to tragedia, odbiera całą przyjemność z jazdy tym autem; po drugie R6 i późniejsze V6 są za słabe do tej masy (o dziwo V6 3.2 w SUVach Mercedesa daje sobie radę); po trzecie wszystkie te bajery są awaryjne, od bezpieczników, silniczków, przełączników do drogiej (parę lat temu) pompki pneumatycznej sterującej centralnym, antenkami, dociąganiem, zagłówkami i innymi rzeczami oraz komputerów, sterowników; po czwarte mechaniczny wtrysk w wersjach V8 oraz instalacja elektryczna wszystkich benzynowców jest również awaryjna i na polskim rynku ciężko o dobry, nie grzebany egzemplarz; po piąte dla wielu ludzi to auto jest za duże do prowadzenia, ma słabą widoczność do tyłu (antenki nie wiele dają) i nie mieści się na typowych miejscach parkingowych i w garażach; po szóste automatyczne skrzynie biegów w tym modelu są awaryjne i często siadają, a naprawa kosztuje… przemilczmy ten temat; po siódme z zewnątrz tego nie widać, ale błoto, wilgoć i rdza skutecznie chowają się w wnękach, zakamarkach, zaślepkach, wolnych przestrzeniach karoserii powodując niszczenie tego pięknego auta od wewnątrz (znaczy tam gdzie nie widać); po ósme diesel… z początku 3,5L “klekot”, późniejszy 3.0TD 177KM jest lepszy, cichszy, ale to jest diesel, w dodatku nie ekonomiczny, a V8 przy umiejętnej jeździe może palić równie mało.

Następca tego modelu – W220 – jest dużo lepszy. Lżejszy, sprawniejszy, w środku bardziej dopracowany, dużo lepiej hamuje, dużo łatwiej się nim parkuje, ma lepszą widoczność w każdym kierunku, silnik brzmi równie ładnie zarówno w wersji V6, jak i V8, a diesel CDI to już inna bajka w porównaniu z wcześniejszymi (pomijam awaryjność wtryskiwaczy i osprzętu). Dwieściedwudziestką można jeździć po każdych drogach i nie ma wrażenia, że się nie zmieści jak z naprzeciwka będzie jechać coś większego od Tico. Do tego prostsza obsługa klimatyzacji i nawiewów, świetne audio, większy bagażnik, ksenonowe lampy, bardzo dobry model, tylko również ma swoje bolączki, począwszy od awaryjnego zawieszenia pneumatycznego (po lifcie jest już lepiej) i rdzy.

A najlepiej to wybrać brzydkiego okulara, zardzewiałego, takiego zdeptanego, tylko z silnikiem 4.3 lub 5.0 V8 i walnąć napis na klapie E200 Diesel. 😀


C15_drajfer Said:

I coś jeszcze. Z tych dwóch aut (W140 i Polonez Atu) wybrałbym pięknie zadbane BMW E32 z końca produkcji w kolorze kaschmirbeige metallic, z silnikiem M60B40 z beżowym skórzanym wnętrzem, orzechowym drewnem i 17″ alufelgami szerokie na 7,5″ z przodu i 9,5″ z tyłu. :)

Tyle, że to auto jest niepraktyczne dla mnie. :/


Marcin-bob Said:

Gdzie tam fał8 , tylko er5!


Marian Said:

W mojej miejscowości mieszka grzyb co ma takie atu + ze wspomaganiem,szybami w prądzie i wtryskiem bosza.I przez to że pod maską zobaczył napis bosch,uparcie twierdzi,ze to niemiecki polonez


@Prażka – mieszkałem przez kilkanaście lat, najpierw Namysłowska, potem Okrzei. I wspomnienia mam bardzo złe. Być może sporo się zmieniło od tamtych czasów, ale sentymentu nie mam za grosz.

@lordessex – tak, zgoda, wleczenie się lewym, szczególnie ekspresówką, to znak rozpoznawczy mendy, którą należałoby codziennie bić po twarzy stołem. Ale nie jest usprawiedliwieniem dla siadania na zderzaku. Nic nie jest.


tommm Said:

Co do skrzyni biegów w Polonezie to ten baaaardzo długi bieg to dwójka (ale bardzo spoko z niej też rusza). Sporą wadą Poldka jadąc np. przez Alpy jest właśnie bardzo duża różnica pomiędzy biegiem nr 1 a 2. Pod stromą górkę po prostu nie da się przerzucić na 2, trzeba piłować na bardzo krótkiej jedyneczce.

Mercedes milion razy lepszy, ale gdybym miał któryś z tych samochodów posiadać to jednak archaicznego Poloneza – ze względu na samodzielne naprawy i jeszcze nadal tanie części.


Krzys0767 Said:

Miałem polda wprawdzie caro rok 96 na lucasie i jako moje pierwsze wozidlo uklad kierowniczy chodzil lekko nawet na postoju natomiast jadac pierwszy raz autem ze wspomaganiem brata escortem 1.6 16v nie moglem przejechac dosc ostrego łuku ale to chyba z przyzwyczajenia do polda a co do awaryjnosci przez 14 lat użytkowania jedyna awaria na trasie zerwana linka sprzegla za 15 zl


Krzys0767 Said:

Mialem polda wprawdzie caro 96 rok i jedyna awaria na trasie przez 14 lat to zsrwana linka sprzegla za 15 zl


Keczup Said:

Też uważam, że porządne auta powinny bulgotać V-ósemkami, nawet te małe, zwłaszcza że część producentów ma V-ósemki w ofercie a inii kolaborują jak Fiat i Chrysler. Ale bym bulgotał po mieście Pandą Hellcat.


KGB Said:

Dziwny zarzut z niemożnością rozpoznania przycisków w Polonezie, ponieważ na każdym jest diagram w uniwersalnym języku motoryzacyjnym.

Co do pozycji za kierownicą i rozstawie pedałów to dla mnie jest to wzór do naśladowania, tylko jakoś w innych autach go nie znalazłem – niestety, jestem skazany na Poloneza – stety.

W Polonezie stosowano 3 rodzaje przekładni kierowniczych, w tym 2 rodzaje ze wspomaganiem.
Wszystkie 3 mają bardzo zbliżone przełożenie, w lamerskim języku (żeby wszyscy zrozumieli) podam, że zawierały się w granicach 3-3.5 obrotu kierownicy od oporu do oporu. W Punto 1 z tego co pamiętam ze wspomą było trochę ponad 3 obroty, a bez wspomy 5 obrotów.
W każdym razie przy sprawnej przekładni globoidalnej (bez wspomy) w PN na parkingu kręci się nie lekko, ale w czasie jazdy bez problemów.

Brakuje prawdziwego porównania, czyli rzeczy ważnych.
Ostatnio autor srał żarem na temat nienaprawialności auta, gdy drzwi zaczynają się kiepsko zamykać. Wg. autora jest to powód do złomowania auta, ale nie popadajmy w paranoje, bo takie rzeczy daje się naprawić – raz łatwiej, raz trudniej.
Tak więc brakuje porównania zawiasów w drzwiach. Wiem, że w Polonezie zawias można odkręcić zarówno od drzwi, jak i od karoserii. W wielu samochodach się tak nie da, ciekawe jak jest w W140, bo drzwi zapewne ważą bardzo dużo.


A, jeszcze jedno.

Skoro poldonowe opedałowanie da się obsługiwać wygodnie jedynie mając wąskie stopy, wygięte na końcach ku górze, może po prostu został zaprojektowany, by prowadzić go w ciżemkach?


Łukasz Said:

A ja bym chętnie przeczytał porównanie jakiegoś późnego egzemplarza Poloneza Atu Plus MY2002 w bieda wersji z wczesnym egzemplarzem Dacii Logan MY2004, także w bieda wersji na czarnym zderzaku. Chciałbym zobaczyć jaki przez te 2 lata dokonał się progres w klasie budżetowych sedanów dla “aspirujących” polskich rodzin. Nowy Polonez w 2002 roku o ile mnie pamięć nie myli kosztował około 20-25 tys. zł i był jednym z najtańszych, jeżeli nie najtańszym nowym autem. 2 lata później Logan startował od 28.900 zł, jednak znalazłem także wpisy z późniejszego okresu mówiące o cenie nawet 27.350 zł za wersję Access.
Co do W140 to tak jak już wiele razy tutaj pisałem – mój ulubiony Mercedes: za rozmiary katedry, niewyobrażalne jak na ówczesne czasy wyposażenie (wspomniane dociągane drzwi, elektryczne wszystko, czujniki parkowania, lodówkę, kolorową nawigację z telewizorem w japońskiej wersji czy nawet aktywny tempomat dostępny tylko przez krótki czas przed końcem produkcji w 1998 roku…) no i oczywiście za image. Image auta wszystkich ciekawych ludzi tego świata, poczynając od papieża, przez księżną Dianę, Arnolda Schwarzeneggera, czarnych raperów z USA, Helmuta Kohla, handlarzy koką z byłego RFN, yakuzę i wszystkie inne zorganizowane grupy przestępcze na wschód od Odry, włączając w to ówczesną polską i ruską mafię, dyktatorów i watażków z Afryki, szejków z Bliskiego Wschodu a nawet samego Władimira Władimirowicza Putina, który swoim opancerzonym Pullmanem S600 z końcowego okresu produkcji przemieszcza się po dziś dzień.
To zresztą właśnie w Rosji W140 zyskało największą sławę i dziś jest otoczone wręcz kultem, bo było pierwszą nową S-ką dostępną w Rosji zaraz po upadku komunizmu i dlatego stało się autem dla “najzaradniejszych” z bogacącego się rosyjskiego społeczeństwa. Do dziś widok czarnego W140 z przyciemnionymi szybami stojącego w centrum miasta na prawym pasie z włączonymi światłami awaryjnymi nikogo nie powinien dziwić. Bo prostu ktoś załatwia właśnie “interesy”.


Marcin Said:

właśnie tak się zastanawiam kto aktualnie użytkuje luksusowe auta z lat 90 czy też przełomu wieku. Dobrze pamiętam jak w dalszej rodzinie pojawiła się w latach 90 eSka i jezusie świebodziński ale był prestiż. Teraz nie dawno spotkałem na mieście właśnie taką eską i ależ ona zdziadziała. Jakoś tak została ogołocona z prestiżu. I dobrze napisałem Cooger że teraz to raczej dres i gold pasuje do eski.


Pueblo Said:

@C15_drajfer coś cienko jeździłes bo w W140 nigdy nie było ani mechanicznego wtrysku ani silnika V6


jacas Said:

Ciekawostka:
W140 było bardzo silnie poważane i używane przez niesławne Blackwater w Iraku
Tutaj używane zero jedynkowo:Rpg and Ak-47 Ambush on convoy: http://youtu.be/XOgZhrWV-t4


Piter Said:

@ Leniwiec Gniewomir
Co do siadania na zderzaku, to zgadzam się w 300%.
Każdy z kolesi siadających na zderzaku po każdym wjechaniu komuś w tyłek twierdzi, że wpływ na to miała wyłącznie złośliwość poprzednika, aktywność plam słonecznych, układ gwiazd, bolący ząb teściowej, złe oznakowanie drogi, złośliwość Policjanta wlepiającego po kolizji mandat i wiele innych absurdów. Nigdy nie biorą pod uwagę, że ich refleks nie pozwala na zareagowanie na choćby niesamowicie delikatne hamowanie poprzednika. I dojeżdżają do czyjegoś tyłka najczęściej z powodu widzimisię (bo tak chcą i już), a nie z powodu czyjegoś “przewinienia”. Jak są takimi ekspertami od szybkiej jazdy, to ciekaw jestem, dlaczego nie są wybitnymi kierowcami wyścigowymi – znanymi całemu wszechświatu. Albo znanymi jeszcze dalej, poza galaktyką, albo poza ich grajdołem lub innym powiatem. Niech przyjmą, że CHUCK NORRIS i tak jest od nich lepszy. Ma szybszy samochód i refleks oraz potrafi jedną nogą iść, a drugą w tym samym czasie biec.


Łukasz Said:

@Marcin
Problemem tych aut jest to, że na naszych drogach 3/4 z nich to zmęczone życiem paździerze z wypłowiałym lakierem, zmatowiałymi reflektorami, wytartymi chromami itp., nie mówiąc już o tym czego oczy nie widzą… Taki los spotyka niestety z czasem wszystkie auta tego segmentu, wystarczy spojrzeć na E38, A8 D2 czy nawet dużo nowsze S-Ki. Nawet niektóre egzemplarze W221 z początku produkcji, z tych co to stoją na allegro/otomoto po 60 tysi zaczynają “dziadzieć”.
A zadbane W140 nadal potrafi wyglądać jak na S-Klasę przystało:
http://i151.photobucket.com/albums/s158/nashhhbk/W140%20S-Class/P1000665.jpg~original
A jak ktoś się z tym nie zgadza to hop do bagażnika:
http://i151.photobucket.com/albums/s158/nashhhbk/W140%20Meet/P1010805.jpg~original
:)


KGB Said:

@Pueblo:
Jeżeli w SL (R129) był mechaniczny wtrysk w silnikach R6, to zapewne i w W140 taki był.


przemoo Said:

Polonez NIGDY nie miał poduszki powietrznej!!!
A tak swoją drogą jeździłem wieloma polonezami z różnych lat produkcji ale zawsze miałem wrażenie że pomiędzy przednią a tylną osią jest jakby z gumy .


i love classic cars.. Said:

Porównanie typowo złomnikowe czyli porównaj z sobą coś nieporównywalnego. Dlatego właśnie tu zaglądam. Pamiętacie Clarksonową przeróbkę takiej esy w dom z kominkiem ? Ta deska i konsola przypomina mi o solidności Merców z tamtych czasów. Rzuciło mnie się w oczy co innego. Radio. Klasyczny, vintydżowy, Becker Mexico 2000. Dolby B/C i to ładowanie kasety dłuższą stroną, od taśmy. Nie miał jeszcze RDS u. Klasa po prostu. Ciekawe dlaczego przy testach aut w pismach mało kto coś wspomina o audio i brzmieniu a do tej S klasy można było dokupić zestaw Bose i nie był to kit z lipnymi głośnikami jak teraz.


KGB Said:

Zapomniałem jeszcze się ustosunkować do tej bardzo długiej jedynki i skośnych amorów.
Jeżeli chodzi o jedynkę to nie jest za długa, ani za krótka – jest akurat tak w sam raz. Nawet w porównaniu do innych aut nie jest długa, właściwie tylko w Szkaradzie 1.3 biegi są za krótkie i to wszystkie. W PN przełożenia są dobrane optymalnie, są auta z krótszymi, ale o za “krótkich” to może mówić chyba tylko ktoś, kto przyzwyczaił się do zbyt krótkich skrzyni w małych japońcach i myśli, że takie są prawidłowe :p

Co do skośnych amorów to nie zauważyłem, żeby pogarszały trakcje tyłu. W sumie to nawet teoretycznie nie mają jak jej pogorszyć, więc w praktyce to już wo ogóle nic nie czuć. Jest za to różnica w tym, ze skośne nie wystają w bagażniku, więc zaliczam tą modyfikacje na plus.


mikowhy Said:

@Łukasz – właśnie ze wzgl. na ten “ymydż” wręcz nie znosiłem swojego czasu W140. Po prostu upodobali go sobie ludzie, z którymi nigdy w życiu nie chciałbym mieć jakiejkolwiek wspólnej cechy.


MaxXxi47 Said:

Pięknie napisane panie Złomnik 😉 Świetnie się to czyta!


Midgardsorm Said:

e tam w usa takim mercem jezdzi przecientny obywatel, i nikt sie nie musi do niego specjalnie ubierac, ja woże worki z cementem w lexusie i jest git bez gajera


jonas Said:

Zdziadzienie kilkunastoletniej S-klasy można wytłumaczyć bardzo prosto – zbiorniczek na prestiż jest pusty, trzeba uzupełnić. Rozmawialiśmy o tym przy okazji jakiegoś modelu Skody, A4 lub A6, nie pamiętam teraz dokładnie – jak prestiż się wyczerpuje, to trzeba dolać i cisnąć dalej, roztaczając premium aurę.


Łukasz Said:

@Leniwiec Gniewomir
Mieć wspólne cechy z takimi ludźmi (gangsterami czy dyktatorami) to jedno a od czasu do czasu poczuć ten klimat to zupełnie coś innego. Charyzmy W140 chyba jednak nie odmówisz? 😛
Zobaczcie co wygrzebałem:
1. Księżna Diana na krótko przed śmiercią:
http://tinyurl.com/q577lvl
2. Putin:
http://tinyurl.com/n352jnb
3. Kim Dzong Il:
http://tinyurl.com/nrz9q78
4. Kadafi:
http://tinyurl.com/o5qsudo
5. Lech Kaczyński:
http://tinyurl.com/p7ylavn
6. 50 Cent:
http://tinyurl.com/o6lb8sk
7. Benedykt XVI:
http://tinyurl.com/q7598zd
Co jak co ale W140 przewiózły kawał historii tego świata…


Tomasz Said:

Wydaje mi się że model w140 niedługo wyginie całkiem w postaci drutcaru, tych za 10 tysiecy boi sie ruszac nawet ta mniej rozgarnieta młodzież, te za 50 tys pozostaną w rękach osób dbających należycie o ich stan.

Poza tym porównanie całkiem nietrafione – atu jest na wąskiej listwie, 140 na szerokiej. Ja wiem że ciężko znaleźć, ja wiem że to znajomych, no ale Panie, no jak to tak.


DiSi Said:

Klameczka tylnej klapy także jest sterowana pneumatycznie :)


m00n Said:

@C15_drajfer

Kolego co to jeździł wszysztkimi mercedesami świata ;]
W 140 nigdy nie miało mechanicznego wtrysku. na początku był elektroniczny wtrysk LH-Jetronic a w póxniejszych modelach ME. Skrzynie mercedesa 722.3 to konstrukcje pancerne. Fakt jest problem z pękajacym koszykiem wstecznego biegu ale to tyle. Żeby pisać że skrzynei siadają to duża przesada. A remont phi! Nie roszmieszaj mnie. Zrobiłem kompletny remont całego automatu na org. częściach za 2.5 tyś. w renomowanym zzakłądzie z fakturą i roczną gwarancją. Drogi w porównaniu do tego to jest przepływomierz bo kosztuje 2k ale wymienia się go raz na 20 lat :)

@KGB
Owszem r129 był wyjątkiem i miał silnik m119.960, który był na wtrysku mechaniczno-elektrycznym KE-Jetronic ale to był jedyny model z tym silnikiem.


@Łukasz – wolę charyzmę i historię DS-a choćby. Nie zrozum mnie źle – W140 pod względem technicznym jest niebezpiecznie blisko doskonałości a jego wnętrze odpowiada mi bardzo, ale jednak jest w nim coś, co mnie odpycha. Wielokrotnie powtarzałem, że to samochód zaprojektowany z myślą o ludziach uważających złote zęby za symbol statusu społecznego. Wulgarna ostentacja i upodobanie do brutalnych metod. Nope nope nope. Wolę inne Mercedesy – choćby przecudownego W116, którego upalałbym jak zły. Tak, nim też jeździła bandyteria i dyktatorzy (jak każdym luksusowym Mercem), ale był, nie wiem, bardziej elegancki. Miał styl. Masę stylu. Przy W140 był jak skrytobójca przy bandziorze z bejsbolem. A sam B. Sacco stwierdził, że W140 mu nie za bardzo wyjszł.


m00n Said:

@C15_drajfer

I oczywiście kolejne brednie o V6 w w140. W w140 występowały tylko R6, silniki m104 na początku na wtrysku LH-Jetronc później HFM. Na sam koniec dałeś popis i potwierdziłeś swoją “wiedzę” odnośnie wyższości w220. Rozbawiłeś mnie na resztę dnia :)


me: how Said:

Fiku – miku, panie Zlomniku.

Co to jest “podwojna szyba” w W140?
Ze taka gruba?
Ze ma ten profil na gorze dla lepszego uszczelnienia?
Czy ze ktos ja skleil w fabryce z dwoch cienkich??


@me:how – widziałeś kiedyś krawędź szyby w W140? Wygląda jak sklejona z dwóch.


Dr. Kamil Said:

Świetne porównanie! W140 to przesyt, ma tak dużo wszystkiego, że traci funkcję uniwersalnego pojazdu na co dzień. Polonez to drugi biegun, niedosyt, dużo mu brakuje aby można było go wygodnie używać tak jak nawet najprostsze współczesne auto.

Jako 15 letni łebek uczyłem się jeździć na Polonezie 1.5 GLI ’92. Było to doświadczenie niemal ekstatyczne ponieważ wtedy fascynowałem wszystkim co miało silnik i umożliwiało przemieszczanie się. Oczy otworzyły mi się niecałe 2 lata później kiedy to na kursie prawa jazdy, posmakowałem Punto I, Micry K11 i Fiesty MK4. Pomimo prostoty wszystkie te pojazdy przewyższały poldka pod każdym względem, szczególnie Punto, które wtedy w moim odczuciu było pojazdem wręcz kosmicznym.
Kilka tygodni po odebraniu prawa jazdy pokonałem wspomnianym poldkiem prawie 400 kilometrową trasę jadąc głównie po drogach krajowych, trauma po tym wyczynie trwa do dziś, gdyby ktoś teraz kazał zrobić coś podobnego to najpewniej zwinął bym się w kulkę i położył w kącie mocno szlochając. Hałas, ciasnota, ultra niewygodna pozycja za kierownicą, beznadziejny fotel i tragiczne osiągi – prowadzenie tego pojazdu wiązało się z odczuwaniem realnego, fizycznego bólu.
Od tego czasu miałem okazję prowadzić wiele aut na dłuższych dystansach, łącznie z teoretycznie gorszymi (Cinquecento) i żadne z nich nie było tak beznadziejne jak Polonez. Oczywiście jestem w pełni świadomy w jakich czasach powstawał ten wynalazek, jakie wiązały się z tym ograniczenia oraz że był to pojazd “na miarę naszych możliwości”, jednak produkowanie samochodu w takiej formie w latach ’90 było kompletnym nieporozumieniem.


lordessex Said:

@Leniwiec:
Wiem że nie powinienem, przyznaję się bez bicia. Nie siedziałem aż tak blisko, kilka metrów odstępu mimo wszystko zostawiłem. Po kilku minutach w końcu wyprzedziłem ją prawym pasem bo stwierdziłem że nie warto już ryzykować i się przepychać z kimś takim. Demonem prędkości nie jestem, ale pewnie zasady zobowiązują. Uporczywe wleczenie się lewym pasem na ekspresówce z prędkością 60km/h jest czystym buractwem i złośliwością i brakiem poszanowania dla pozostałych kierowców. Sam też nie znoszę jak mi delikwent siedzi na ogonie (najczęściej wozem typu Audi Q7, A6, czy jakimkolwiek nowym BMW czy Mercedesem), i wcale nie wtedy kiedy mam na szafie 80 czy nawet 100 km/h. To się działo przy 130-140 km/h.


Lars Said:

@ickyflix
Co do wspomagania – mam dokładnie to samo! W moim 15-letnim e46 również na kierownicy jest taki przyjemny opór, a gdy wsiadam do meganki mojej lubej to mam wrażenie, że jadę po idealnie śliskim lodzie. Jakby koła w ogóle nie miały kontaktu z podłożem. Stres normalnie. 😛


BaltazarGąbka Said:

@Szczepan Kolaczek

Właśnie chodzi o kąt rozwarcia cylindrów 😉 “Naturalnym” kątem dla V6 jest 60 stopni. Tak jak piszesz, PRV powstał w wyniku obcięcia dwóch cylindrów z V8 (który miał 90 stopni – typowe dla V8) i ten kąt zostawili. Co za tym idzie ten kąt w V6 spowodował, że nie ma w tym silniku równomiernego zapłonu (w takim układzie nie da się tego zrobić), a co za tym idzie dźwięk może mieć podobny do V8 cross plane 😉


Pueblo Said:

@KGB – teraz tak poważnie odnośnie Twojego wszechwiedztwa – pokaż mi W140 z mechanicznym wtryskiem a oddam Ci wszystko czego zapragniesz 😉


m00n Said:

Trebor Said:

Złomując Poloneza rozstałem się z polską motoryzacją definitywnie. Może i był on dobry dla polaka do końca lat 90-tych ale wszystkie zachodnie sedany robiły z niego miazgę: Alfa 155, Mercedes 190, you name it. I łatwość naprawy Poloneza nie jest dla mnie żadnym wytłumaczeniem jego toporności. Wolę naprawiać 155 i jeździć sensownym autem niż archaicznym Fiatem bez żadnych zalet klasyka.


Cooger Said:

MoD Said:

OD kiedy tylna klamka wysuwa w klapie wysuwa sie ELEKTRYCZNIE? Wszystkie gadzety wlacznie z fotelami (poza masazem) sa w tym aucie pneumatyczne :)


egon Said:

@cooger
Blacha na pewno klękła, zatem ciekawe jak był łatany… Silnika w pewnym momencie juz chyba nie remontowali, tylko wymienili, bo na klapie jest 1.5 a w ogłoszeniu 1.6


egon Said:

Jedynym polonezem po 1985 r. zasługującym na miano klasyka jest ten z ospojlerowaniem oriciari


Łukasz Said:

@lordessex
Ja na takich buraków jak opisałeś (dziwnym trafem 3/4 z nich jeździ SUVami niemieckich koncernów…) mam prosty i niezawodny sposób: jak jadę około 110 km/h poza obszarem zabudowanym i ktoś mi siada na zderzaku to po prostu odpuszczam gaz. Nie hamuję tylko puszczam gaz i pozwalam autu zwolnić do – bądź co bądź przepisowej 90-tki. Miny przeklinających Januszy biznesu – bezcenne. Oczywiście, nie robię tego za każdym razem tylko jak naprawdę widzę typowego buraka, który siedzi centymetr od mojego zderzaka i pogania mnie mimo, że i tak jadę delikatnie powyżej tego co dopuszczają przepisy…


Maciek Said:

W140 to fajne auto. Gadania o całym tym prestiżu itd. nie bardzo rozumiem, a i płynących z tego wniosków nie podzielam.

To bardzo trwały samochód w alternatywie cenowej nowego Peugeota 208. Zadbane auta będą jeździć i jeździć. Użytkowanie w małej miejscowości, bez dostępu do ogarniętych mechaników może być o tyle kłopotliwe, że to – było nie było – prawie ćwierćwieczne urządzenie, w którym od czasu do czasu może coś się zepsuć. Niemniej nie powinno to rzutować na ogólny odbiór tego samochodu. Jest to bardzo wygodne auto, które – o ile tylko kupiony sensowny egzemplarz – wystarczy tankować i jeździć. Mam 140tkę od dwóch lat, zrobiłem nią z 80’000km w tym czasie, bez specjalnych problemów.


Cooger Said:

Nawiasem mówiąc po fotkach widać, że to nie aparat robi zdjęcia. Mimo, że w pierwszej połowie w użyciu był D3 to zdjęcia jak z komórki i to kilkuletniej. Ale prestiż jest.


Maciek Said:

Do tego w140 wcale nie jest specjalnie szybkim samochodem. Przekrój przyspieszenia różnych wersji silnikowych takiej eski i dajmy na to poprzedniej c-klasy (w204) wygląda prawie identycznie. Poza tym, tym samochodem nie jeździ się szybko. Szybciej jeździłem 190tką w dieslu. Bardzo długi rozstaw osi i brak jakichkolwiek wrażeń z prędkości w połączeniu z niemrawą skrzynią biegów powoduje, że tym autem jeździ się spokojnie.

To zwykły, codzienny samochód. Prestiż? Wygląda jak typowo grzybowe w124, tylko nieco większe. Zwykły, stary mercedes – ma klimatyzację, wspomaganie kierownicy, centralny zamek i radio. To co wszystkie inne współczesne samochody. Na miejsca parkingowe się mieści. Mimo długości jest bardzo skrętny i spokojnie można nim manewrować. Ma wielki bagażnik (wystarczający na zapakowanie się z dzieckiem na 3 tygodniowe wakacje z łóżeczkiem turystycznym, wózkiem itd. tak, by wszystkie bagaże jechały w bagażniku). Jest bezpieczny. Pozwala na sprawne poruszanie się po drogach i spokojne wyprzedzanie bez planowania tego manewru przez 3 kilometry jazdy za ciągnikiem. Jest cichy na trasie. Przy założeniu instalacji LPG jest względnie ekonomiczny. Ma bardzo dobre blachy i nie rdzewieje.

To zwykły, prawie 25 letni już sedan, który był kiedyś na tyle fajnie pomyślany, że po ćwierć wieku wciąż zachowuje walory użyteczności.


Tomasz Said:

Wszystkie użytkowe V8 mają wał cross plane, bo taki układ zapewnia lepsze wyrównoważenie (parametr określany liczbą) niż wał płaski. Flat plane za to zapewnia lepszą wymianę ładunku dzięki temu o czym napisałeś: zapłony raz z jednej strony raz z drugiej – dlatego flat plane stosuje się w sporcie i w Ferrari 😉 Pozdrawiam!


Autosalon Said:

dobre dobre “Tymczasem w Polonezie na awarie albo nie zwracałbym uwagi, albo usuwał je uderzając umiejętnie młotkiem w zepsuty podzespół.” nie wiem czemu, śmiałem się jak głupi.


Wosek Said:

6 analogowych wskaźników? Pff, mam 7!
Lubię wiedzieć co dzieje się z autem w związku z czym zastanawiam się nad dorobieniem ósmego – brakuje mi informacji na temat aktualnej temperatury oleju :)

http://s22.postimg.org/umpk1fr1t/DSC_0018.jpg


Mavi Said:

@Cooger
Ale jaja – nawet by mi nie przyszło do głowy sprawdzać EXIFy. Mam wrażenie, że autor albo aparat pożyczył, albo wpisał D3 dla żartu… a to wrażenie potęguje zdjęcie gdzie widać człowieka z psem. Czas ekspozycji 15 sekund, przy ISO 5000 i przysłonie f4. Poldek na tle “Solidarności” – czas 40 sekund.


lordessex Said:

@Łukasz:
No właśnie, paradoksalnie najwięcej takich jeździ SUVami głównie niemieckimi, albo często też osobówkami typu najnowsze BMW, Audi lub Mercedes. Rzadziej Ford, VW czy Skoda.


Szela Said:

Brutalne porównanie :) w140 to technologia prawie kosmiczna, wtedy proof of concept mercedesa że są najlepsi i koniec.

Sedan ma jedną zaletę – nawet atu – ciszej, brak półki tylko blacha i po prostu ciszej. Szczegolnie z tyłu, widzę to po moim HB jak wózek powoduje że się półka nie domknie.

A porównanie… Sam je zrobiłem przesiadając się z atu na e36, ten sam rocznik. Też 1,6, korbki, szyberdach, to samo. Ale jednak ciut inaczej. Wtedy już wiedziałem, że nie było nam pisane być potęgą motoryzacyjną 😉


DW10 Said:

Co do radia – ostatnio znalazłem gdzieś kasety i czym prędzej nakarmiłem nimi Clariona w moim 406. Dźwięk taki sobie, ale automatyzacja pełną gębą – wyszukiwanie utworów na kasecie manetką przy kierownicy – bajka.


marco wroclaw Said:

najwiecej o w140 mają do powiedzenia ci co nigdy jej nie posiadali a gniewomira chyba wykorzystał zlotoustny dresiarz :) z bejzbolem ,Pamientajta w 3,5td leco glowice jak glupie ,srednio tszy w miesiacu .Panie a ile to chlo pietnascie minimum kto by to tankował.btw jade po glowice do dramsztad:)


marekus Said:

Trzeba pamiętać o tym, że Maybachy (57 i 62) przejęły wiele w spadku po W140, były z nim dość blisko spokrewnione, znacznie bliżej niż z choćby z W220.

http://www.benzworld.org/forums/w140-s-class/1587465-confirmation-maybach-new-w140.html


Dr.Benz Said:

Brawa za dobór aut i fotek do testu!
A propos dźwięku to warto pamiętać, że spektrum czynników mających wpływ na ostateczny gang silnika jest bardzo szerokie. Nawet banalne R4 potrafi brzmieć grubo i soczyście, jeśli tylko księgowy nie wygra z inżynierem.
Szkoda, że obecnie większość aut poza tymi z górnej półki zostało akustycznie wykastrowanych. Proponuje wpis: ranking/klasyfikację najlepiej brzmiących samochodów.


Monter Said:

Poloneza czas zacząć!

(powiedziała rdza do rdzy…) ;o)

A jak w tej kwestii ma się MB 500 SEL?


Maciek Said:

w140 ma bardzo dobre blachy. Mam 23 letni samochód, na którym nie ma żadnego ogniska rdzy. Lakier oryginalny.


Bartłomiej Szwajger Said:

“A gdyby Atu pewnego dnia się skończył – kupiłbym sobie innego grata, zgodnie z zasadą, że do osiągnięcia względnego dobrobytu wystarczy zbierać to, co wyrzucili bogatsi od ciebie”

O… to ładne podsumowanie.

BTW, pamiętam czasy jak właściciele polonezów drżeli o swoje samochody dużo bardziej niż właściciele Mercedesów, bo złodzieje bardzo lubią auta na których części jest duży popyt, mojej ciotce ukradli chyba 3 sztuki, aż kupili sobie Octavię i jakoś jej nie ukradli (chyba dziuplowcy nie ogarnęli, że z takiej skody to można i do Golfa części pchnąć i do Seata jakiego i do Skody, albo nie wiem co, ale w tym 1997/98 dalej kosili Polonezy jak zboże, a Skody nie ruszyli), akurat też w rodzinie mieliśmy w tym czasie Poloneza (Caro, przerobione na Caro Plus, taki upgrade, był kupiony bity mocno za grosze i ojciec go sprzedał po pół roku, bo mieliśmy też Passata B2 z 1981 w archaicznym już wtedy super zizlu 1,6 wolnossącym, który jednak był lepszy. No generalnie to był całkiem dobry interes z tym polonezem, bo poszedł za dobre pieniądze w 30minut stania na giełdzie), to jak jechaliśmy do ciotki, to ojciec wyjmował kierownicę niczym Jaś Fasola ze swojego Mini, dosyć komiczne, no ale Polda nie ukradli. Później na czoło statystyk dotyczących kradzieży wysunęło się Cinqecento i VW Passat i ten drugi chyba do dziś całkiem nieźle sobie radzi w tej kategorii, nie dalej jak pół roku temu znajomemu zakosili B4 1.9TDI w jakiejś biednej wersji wyposażenia i przebiegiem 300tyś, o dziwo policja ją później znalazła, w kawałkach, ale jednak.


parvuselephantus Said:

vlad Said:

Ogolnie fajny tekst, napiecie narasta stopniowo, az zaczalem zagryzac palce jaki bedzie wynik ostateczny… ale zabraklo jakiejs mocnej puenty, jakiegos trzesienia ziemi.


i love classic cars.. Said:

@DW10
Dźwięk taki sobie bo to bardzo budżetowy model Clariona, jeśli mówimy o fabrycznym z 406. A kasety pewnie miałeś z taśmą typu Fe I, inaczej Normal czyli na podłożu z tlenków żelaza. Takie były niemal wszystkie tzw. oryginały. Najtańsza masówka. Skos głowic bardzo rzadko się zgadzał a taśma nie spełniała norm hi-fi. Nagrywane były z użyciem Dolby B, co przy niezgodności skosu głowicy dodatkowo tłumiło wysokie tony, na Gaussie (taka szybka kopiarka kaset do celów przemysłowych- czytaj zarobkowych typu szybko i byle jak, byle dużo). Bajdełej – kasety z ostatnich wypustów, przed wycofaniem formatu, były już tylko cieniem tego co kiedyś. Polecam posłuchać kasety dobrej chromowej typu II CrO2 nagranej na dobrym decku przez kogoś kto wie i umie to zrobić (to kluczowa kwestia) z użyciem Dolby C. Opad szczęki gwarantowany 😉 Potem polecam posłuchać na takim Beckerze. Oczywiście Dolby C włączyć, broń borze B. Jak nigdy nie słuchałeś to nie uwierzysz. I pomyśleć, że kasetę CC zabiło jakieś liche ,stratne, mp3. Ludzie to jednak gupie som. No ale C&G nigdy Panie jakiegoś deka z dolbym nie widzieli… Pozdr.


limahl402 Said:

Polonez nie mial byc odpowiednikiem Merca i od tego trzeba by zaczac calosc. W zalozeniu Polonez mial byc tanim samochodem rodzinnym – i w tym sprawdza sie znakomicie. Kto chcial Merca i mial pieniadze na Merca, to kupowal … Merca i podejrzewam ze jakikolwiek Polonez by nie byl, to regula pozostalaby niezmienna. Dlatego ja kocham Poloneza za to, ze jest soba i za to, ze moze nie najnowoczesniejszy, ale wozi tam gdzie sie chce jechac, koszt utrzymania nie jest wysoki, a nawet jak wprowadza Euro 4 w miastach, to nie bedzie to stanowic problemu – wiekszosc Poldkow ma w koncu LPG i osiagaja spokojnie dolna granice Euro 4. Pozdr.


mbr Said:

Więc z Poldkiem jak z Ładą: “Nie mówię, że się nie psuje. Mówię, że nie trzeba jej naprawiać.”


p0li Said:

@notlauf
dobrze kombinujesz z tą rodzinną v8 😉
ja 4 lata temu przekonłem żonę że jednak XM jest za mały dla 5 osób na wakacje i dzięki temu mamy rodzinny salon v8 (z 93r więc ma mnóstwo grzebalskiego potencjału) a po mieście żona upala bliźniaka 106 czyli błękitne saxo

i wszyscy zadowoleni :)


Russianpower Said:

6 analogowych wskaźników jest w Ładzie 2107.
Swoją drogą szkoda, że rozwój samochodów luksusowych nie potoczył się w kierunku takich pojazdów jak właśnie ta S klasa. Wielka, a wyglądająca na jeszcze większą. Ciężka i masywna, wypełniona absurdalnymi przyciskami i dodatkami.


Leave a Reply

Subscribe Via Email

Subscribe to RSS via Email

Translate zlomnik with Google

 
oldtimery.com

Polecamy

Kontakt

Top Commentators