zlomnik.pl

Home |

Codzienna obsługa samochodu, czyli zrób koncern w trąbę

Published by on June 01, 2012

Dzień dobry!
Trafił niedawno do mnie film instruktażowy z lat 60. opisujący codzienną obsługę samochodu. Zaczyna się on dynamicznym wyjazdem Syreną z garażu, a następnie skarceniem kierowcy Syreny przez lektora – jak w ogóle można wyjechać autem bez jego codziennego przeglądu? Jako przeciwwagę dla lekkomyślnego kierowcy Syreny przedstawiono troskliwego użytkownika auta marki “Warszawa”, który przed jazdą dokonuje krótkich czynności obsługowych swojego pojazdu.
Oczywiście wszyscy, którym przedstawiłem ów filmik od razu wybuchnęli śmiechem. Ja, na początku, przez chwilę też. “Ha ha ha, co za głupek, marnuje czas na jakieś pierdoły, wtedy to ludzie mieli naprane w głowach”. Za chwilę śmiech jednak zamiera na ustach a pojawiają się ciekawe refleksje. Po pierwsze, w latach 60. samochód był tak cennym i rzadko spotykanym dobrem, że dopuszczenie do zaniedbania go i popadnięcia w zły stan techniczny byłoby po prostu zbrodnią porównywalną z tym, jakby ktoś dziś wbijał gwoździe iPadem (BTW: nie nadaje się on do tego). Po drugie, przyjrzyjmy się, co robi gość na filmie: tak naprawdę robi wszystko to, co i dziś każdy kierowca powinien co jakiś czas – niekoniecznie codziennie – zrobić. Przeważająca większość osób jakie znam, które po prostu jeżdżą samochodem, a nijak nie interesują się motoryzacją, pod maskę nie zagląda nigdy. Nie ma najbledszego pojęcia gdzie jest korek od chłodnicy, ewentualnie czasem potrafią wskazać korek od oleju. Nie umieją podnieść samochodu i odkręcić koła. Byłem świadkiem sytuacji jak mężczyzna w moim wieku w swoim pierwszym aucie próbował odkręcić koło, nie zwolniwszy śrub przed podniesieniem fury na lewarku, i zamiast pchać klucz do dołu, ciągnął go do góry, aż auto z lewarka zleciało, na szczęście koło było jeszcze na miejscu. Nie odróżniają w najmniejszym stopniu płynu chłodniczego od hamulcowego ani po co jest alternator. „Po co zaglądasz pod maskę? Coś się zepsuło?” – usłyszałem kiedyś od kolegi, kiedy dojechaliśmy na miejsce. Odpowiedziałem, że po prostu sprawdzam, czy się nie grzeje, czy nie bulgocze płyn chłodniczy, czy węże nie są twarde i czy poziom płynu jest właściwy. “A po co? Przecież od tego jest mechanik, pojedziesz na przegląd i ci sprawdzi”.
Nic więc dziwnego, że koncerny motoryzacyjne postawiły właśnie na takich klientów. Przecież taka osoba ma wytatuowane na czole “SHUT UP AND TAKE MY MONEY!!!”. Mechanik mu sprawdzi. Taki dany użytkownik, lub jeszcze częściej użytkowniczka, przez 15 tys. km ani jednego razu nie spróbuje nawet sprawdzić stanu technicznego swojego samochodu, tylko leje paliwo, pałuje na zimno i podgłaśnia (lubię to słowo) radio. A potem w ryk: rachunek z warsztatu opiewa na 2500 zł! TO GÓWNIANY SAMOCHÓD! WSZYSTKO SIĘ W NIM ZEPSUŁO! NAWET JAKIŚ WĄCHACZ MI WYMIENILI CO JA NAWET NIE WIEM GDZIE ON JEST!!!
Oczywiście jest też druga strona medalu. Mechanik wyczuwając, że dany klient należy właśnie do takiego rodzaju, z przyjemnością podopisuje do faktury najbardziej niestworzone rzeczy, łącznie z tym że odbierając kiedyś z ASO firmowe VW Polo dowiedziałem się, że wymienili w nim karburator. Zażądałem rozmowy z tzw. mistrzem serwisu, nakazując aby natychmiast wskazał mi, gdzie w silniku 1.4 TDI znajduje się karburator. Mistrz serwisu po konsultacji z kierownikiem zmiany zaproponował mi rabat w wysokości 300 zł, tym samym przyznając się do próby oszustwa. Regularnie doliczane są np. 2 litry zmywacza, podczas kiedy wykorzystano go tyle, że mechanik przytknął szmatę do wylotu butelki i odwrócił ją. Albo jeszcze jedna historyjka: klient poprosił o wymianę oleju. Młody mechanik rzucił się odkręcać filtr. Stary skarcił go “gówniarzu, weź wyjmij nowy filtr z pudełka i idź utarzaj go w starym oleju, żeby wyglądał na zużyty. Jak przyjdzie klient to pokaż mu go i skasuj go za nowy”. A dlaczego tak robią? Bo mogą. Wiedzą, że klient nie ma pojęcia jak wygląda filtr oleju w jego samochodzie, a nawet nie wiedzą gdzie jest. Zresztą rzeczywiście w większości aut dostanie się do filtra oleju jest problematyczne, co jako były właściciel Nissana Micry potwierdzam ze smutkiem.
Co zatem robi pan na filmiku instruktażowym z Warszawą? On zupełnie nieświadomie robi w trąbę wielki koncern, samodzielnie dbając i interesując się stanem technicznym swojego pojazdu. Gdy przyjdzie do wizyty u mechanika albo przeglądu okresowego, nie będzie patrzył cielęcym wzrokiem z otwartą paszczą, gdy mechanik będzie wciskał mu kit, tylko będzie doskonale wiedział, kiedy i co mogło się zepsuć. Ostatnio oddawałem do regeneracji felgi aluminiowe 16”. Przy odbieraniu patrzę – na jednej feldze skaza. Mówię, że ta jedna felga jest nie halo i albo malują jeszcze raz albo 40 zł zniżki za tę jedną, a za resztę płacę normalnie. “Te felgi były słabe” – powiedział od niechcenia pan z wulkanizacji (dodam, fabryczne japońskie felgi). ”Słabo to wy je wygrzewaliście w piecu i wam zgazowały” – odpowiedziałem, posiłkując się terminologią, którą przekazał mi przed wizytą w warsztacie kolega. Pan szybko zmienił front i powiedział że felgi były dobre, tylko mocno zużyte. “Po dwóch godzinach w piecu wszystko by się wam wygazowało i nie byłoby problemu”. Pan jęknął i dał rabat. A zatem, zanim wybiorę się na Autonostalgię, przypomnę: sprawdzajcie swoje samochody, róbcie w trąbę wielkie koncerny zanim one zrobią Was, a panowie mechanicy od dopisywania lipnych pozycji na fakturach niech jęczą jak Piekarski na mękach. Niech Wam rdza świeci.




Comments
Lukas Said:

Mam identyczny miernik do ciśnienia w oponach, pozostałość po Ursusie dziadka


couldell Said:

Samochodowe mięso Złomniku! To jest dobre!


maranelo Said:

Barbarzyński stosunek do samochodu xD


tata Jagody Said:

Gdybym miał taką Warszawę to też każdego dnia bym jej tak robił 😉


M.A.D. Said:

cudowne jest to, że wsiadają wszyscy z prawej!!!


Wiesiek Said:

Świetny artykuł.


Wojtek Said:

Ciekawe jak on wlazł do tej Syreny. Nawet cieć parkować w garażu nie umie, co dopiero sprawdzać olej.


notlauf Said:

Zwłaszcza w Syrenie słabo sprawdza się olej.


Szela Said:

Mnie też wymienili silnik krokowy w polo które takiego silnika nie miało (miało dyszę od wolnych obrotów – silnik 3F) i też proponowali rabat po tym jak kazałem sobie ten silnik przy mnie wymontować :) A wymiana oleju bez filtra to stały punkt programu, mam niestety obawę czy jeśli tną na filtrze to czy nie tną na samym oleju… Potem się okazuje, że autko serwisowane, zadbane, niemieckie a tu po 200 000 się panewki obróciły – złom.

Ostatnio widząc psikanie wd-40 po amortyzatorach i tłumaczenie paniusi “że widzi Pani – rozcieknięte” doszedłem do wniosku, że musze mieć samochód przy który mogę zrobić sam bo już mnie szlag trafia jak widzę “mechaniorów”


Tjo Said:

Raz zrobiłem jak facet na filmie w części o myciu samochodu – nie polecam 😀 Spieszyło mi się trochę, a samochód był tylko lekko zakurzony. Tak jak na filmie, wiaderko i jak użyłem wody to wyglądał okropnie, powstało tyle brudnych zacieków, że musiałem szybko podstawić drugie wiaderko z płynem i ekspresowo umyć cały.


Roberto Said:

Posiadam wóz od grzyba, starszy o rok od właściciela na gaźniku z 4 biegami do przodu(clio). Przez moje przeglądy i brata mechanika samochodzik sprawia frajdę i się nie psuje 😉
Kiedyś jak składałem amortyzatory wypadła mi zawleczka której się nie dało kupić osobno w aso. I mechanik z tego pięknego serwisu powiedział mi że mam kupić nową parę bo i tak się pewnie tym dziadzie posypią zaraz… Szkoda tylko że po roku samochodzik dojeżdża codziennie do pracy i robi trasy po 200km wcale nie pokazując oznak zużycia 😉 A zawleczkę wymieniłem na coś co kosztowało grosze…


Roberto Said:

Co do oleju to słyszałem że jak samochód jest ,,świeży” to się go tylko dolewa….


hmmm Said:

Offtop mały: Jak kto ktoś mądry przede mną powiedział: “W Polsce nie ma mechaników – są wymieniacze”. Rozumiem, że takiego cieknącego amortyzatora raczej się nie leputa ale jest kilka innych elementów, które można zreperować a nie tylko kasować za wymianę nowych. Tyczy się to nawet regeneracji alternatorów i rozruszników. Jeden “macher” skasował znajomą na alternator w sejaku. Policzył jej jak za nowy bo stary niby do niczego się nie nadawał, a stary po cichaczu z tego co wiem oddał do regeneracji :] Także jak masz “swojego pana Zdzisia”, który nie robi Cię w trąbę – szanuj go… ASO to zupełnie inna para kaloszy.


Hooligan Said:

Eeeee tam – pretensje do garbatego, ze ma dzieci proste :))
Takie czasy sie zrobily, ze nie trzeba miec juz dyplomu technikum, zeby w miare sprawnie poruszac sie autem. A ze tacy czy inni lubia byc oszukiwai przez mechaniorow? To ich sprawa – prosta psychologia – lubia placic i miec swiadomosc, ze dostali cos w zamian. Po pierwsze tzw. bezpieczenstwo, na punkcie ktorego mlode lemingi maja schize. I zeby nie bylo – nie liczac wymiany opon (na oko trudno wywazyc) z ZADNYM z moich aut nigdy nie bylem u mechaniora. A poruszam sie nimi od 18 lat, i w duzej czesci byly to auta stosunkowo wiekowe , do tego komunistyczne (Skoda Rapid 136, Wartburg 353 i 1,3), potem byla jut tylko japonszczyzna wyprodukowana w Japonii. I przez ten czas i juz setki tysiecy nawinietch kilometrow ani razu moje auto nie stanelo w drodze z przyczyn technicznych (w studenckich czasach czasami zabraklo wachy w srodku lasu :)) Najwieksza awaria bylo urwanie sie poduszek na ktorych podwieszony byl do podlogi lewarek zmiany biegow w moim Cherry. No ale mialo ono prawie 20 lat, a poza tym byla to mea culpa – wiedzialem a w jakim sa stanie i ich reanimacje zostawilem “no pozniej”. Zeby bylo ciekawiej, autem z urwanym lewarem dalo sie jechac dalej. Po pierwsze – oparl sie og gory na rurze wydechowej, dzieki czemu nie opadl na ziemie, po drugie, dalej dalo sie zmieniac biegi. A to dzieki cudownemu zaprojektowaniu lewara w starych nissanach (jeszcze w mojej micrze K10 bylo cos takiego) -metalowy pret utrymujacy staly dystans pomiedzy skrzynia o podstawa lewarka. Efekt? Precyzyjna zmiana biegow przez lata i moznosc zmiany biegow chocby nawet cala podloga odpadla wraz z mocowaniem lewarka – po prostu caly czas trzeba trzymac lewarek reka w gorze – dziala (sprawdzone :)))


kiier Said:

W W-wie otwiera się machę od pasażera? Bo światła drogowe/mijania przy sprzęgle to jakiś kosmos złomnikowy.


PONY007 Said:

W Syrenie olej najprościej w tylnym moście sprawdzić


Adam Said:

Ciekawe kim był ów posiadacz Warszawy – nowe auto (i to jakie, jak na głęboki PRL), jedyny garaż w bloku… Byle kto to na pewno nie… Poza tym jakaś trefna ta Warszawa – pije wodę z układu chłodzenia, sama się rozkręca (światło, koło, klema). A ciężarków na feldze nazakładali, równie dobrze mogli cegłę drutem przywiązać 😉


paulus77 Said:

Myślałem, że po tych wszystkich czynnościach, w momencie jak pan ubrał się w -podjęty z tylnej kanapy- płaszcz, wstawi auto z powrotem do garażu i pójdzie na przystanek tramwajowy… ale jednak nie było przewrotnego zakończenia ;))
Pytanie do spostrzegawczych: czy na ulicy nieopodal warszawy stał jakiś model opla? (na początku, jak był widoczny z przodu myślałem, że to jakiś DKW/Auto Union ale sylwetka boczna mnie wyprowadziła z tego przekonania)


maciek_dm Said:

piękne to i mądre. Tego powinni uczyć w szkołach. Ja wielokrotnie spotkałem się z takimi oto stwierdzeniami: “wiesz, on w ASO pracuje, może Ci tanio olej załatwić i różne części”… Z kolei mój znajomy, który kupił nowe subaru w salonie, olał całe ASO i jeździ sobie do swojego mietka i o dziwo auto nadal ma sprawne, a on wcale nie umarł….


premek Said:

Cieszę się, że się podoba :)


koziołek Said:

Hehe temat rzeka..
Kolegi znajoma dostała fakturę z warsztatu. Wiadomo, kobieta, na pewno się nie zna, więc “mechanicy” wymienili jej m.in. świece zapłonowe i …żarowe 😀


piotras Said:

jak juz trzeba dac auto do mechanika to najlepiej zabrac ze soba taki maly taborecik (taki jak na ryby) rozlozyc sie obok samochodu i sie poprostu przygladac co mechanik z nim robi … wiem jestem upierdliwym klientem,ale uczciwi mechanicy nie maja z tym problemu.


Harry Reems Said:

To mi przypomnialo dyskusje na pewnym forum, na dodatek dotyczacym starych samochodow i to takich, ktore maja opinie latwych w naprawie nawet przez kompletna ciamajde i nawet w powaznych kwestiach. Dyskusja dotyczayla jakiejs propozycji zmian w systemie nauczania i egzaminowania kandydatow na kierowcow. Dyskutanci – zacheceni odpowiednio glupim artykulem napisanym przez portalowego “dziennikarza” – wyzywali odpowiedzialnych urzednikow od kompletnych idiotow i trzesli sie z oburzenia, poniewaz projekt ten przewidywal nauczanie o technice samochodu. Np cala godzina lekcyjna o tym, jak dziala silnik spalinowy prowadzaca w konluzji do nauki sprawdzania poziomu podstawowych plynow eksploatacyjnych. To skandal, to debilizm, wymagac od ludzi zeby wiedzieli do czego sluzy w samochodzie olej! To pisali milosnicy i uzytkownicy starych samochodow.


matti5d Said:

Ja tak robię! :)


premek Said:

Zapomniał bym dodać. Nie co dzień, ale raz w tygodniu, albo przed dłuższą trasą robię niemal identycznie. Niby nie mam wyjścia, bo jeżdżę Alfą. Jakbym był bogaty miałbym audi i nie musiałbym otwierać maski, żeby nie widywać mechaników, ale nie jestem to sobie mogę pooglądać silnik :)


maciek_dm Said:

ja z tych rzeczy dokonuję jedynie kontroli prowadzenia się pojazdu poprzez jazdę zygzakiem… Mnie bardzo podobie się pomysł z parkowaniem lewą stroną przy ścianie garażu, tylko, że tamte auta były stworzone do wsiadania prawą stroną i bezproblemowego przesuwania się na lewo. A swoją drogą, to nieźle burżujskie te mieszkania z garażami….


premek Said:

Burżujskie, bo to przodownicy pracy byli zapewne. No. Ten syreniarz pewnie jakieś zapędy rewizjonistyczne miał skoro chciał wyrób gospodarki krajowej sponiewierać…


Kosa Said:

Oczywiście zaprezentuję mało popularną tezę, ale szlag mnie trafia, jak słyszę, że mechanicy to złodzieje i oszuści. Często taka teza również wynika z nieznajomości tajników budowy i obsługi pojazdu przez jego użytkownika (świetnym przykładem jest stwierdzenie, że “napewno nie wymienili mi oleju w silniku diesla, bo po wyjeździe z warsztatu i dojechaniu do domu jest czarny”). Ale, jako że w tym kraju każdy jest specjalistą od medycyny, piłki kopanej i samochodów, to oczywiście każdy jest najmądrzejszy. Nie popadajmy w paranoje – nie traktujmy każdego specjalisty jak oszusta i złodzieja. Co oczywiście nie ma oznaczać, że powinniśmy nie mieć pojęcia o budowie i obsłudze używanych urządzeń.


wojtex Said:

maciek_dm Said:

dzisiaj, gdyby taki pan wyciągnął wiaderko z wodą i szczotkę celem umycia auta, pewnikiem dostałby mandacik za to wykroczenie. spodziewajmy się, że jutro to samo może nas czekać w przy wyciąganiu bagneta celem sprawdzenia oleju w warunkach niekontrolowanych (czyt. nie przez ASO), nawet się dziwię, że ue jeszcze tego nie zabroniła..


night rider Said:

Komentarze przypominają mi historię, którą opowiadał kolega pracujący “na myjni”. Przyjechała paniusia CC (działo się to kilkanaście lat wstecz i był to mocno prestiżowy samochód) i poprosiła o umycie silnika. Na to pomywacze mocno się zafrasowali i powiedzieli, że samochód będzie do odbioru przed fajrantem, bo silnik do mycia trzeba wyjąć, a potem wysuszyć i włożyć spowrotem, i że to musi potrwać. Pani karnie pokiwała głową i wróciła za kilka godzin po samochód…


Hooligan Said:

@paulus77
to rzeczywiscie chyba DKW Junior F12 pozna wersja z kaciastym dachem i liftowanym przodem. Super autko nota bene, a w czasach peerelu musialo byc super do kwadratu – trwale, super wykonane, niezawodne, nie potrzeujace kosztowych, zuzywajacych sie akcesoriow (wklad filtra oleju czy naped rozrzadu – wtedy nawet tekstolitowe kola zebate wytrzymywaly gor


Qubex Said:

znajoma pojechala do ASO Daewoo jak miala nowego matiza (tfu!), miala w nim przepalona zarowke. serwis pelen, lista na 2 kartki. patrzy – pozycja “regulacja wysokosci swiatel – 100 zl”, ale zarowka jak byla przepalona tak zostala. wiec sie spytala grzecznie, skad maja takie cudowne urzadzenia, ze potrafia ustawic wysokosc swiatel na przepalonych zarowkach.. rabat szybko dostala ;]


koziołek Said:

@Kosa – nikt nie twierdzi, że WSZYSCY mechanicy to złodzieje i oszuści. Z pewnością większość jest w porządku ale cwaniaczków nie brakuje. Wspomniałem już o świecach zapł. i żarowych na jednej fakturze. Inny przykład – znajoma zapłaciła u mechanika za cewkę 60 zł drożej niż wynosi cena detal. w hurtowni + wymiana. Inni przyznają się otwarcie, że kupują najtańszy olej, przelewają do bańki po np. mobilu i klient płaci oczywiście za mobila. A w historie z ASO bym nie uwierzył, gdybym nie słyszał z pierwszej ręki. Np. przyjechał klient na mycie silnika do ASO VW. Oczywiście został poinformowany, że to na jego odpowiedzialność. Po umyciu silnik nie odpala. Zaciągneli na stanowisko, wytarli kopułkę. Samochód 2 godzinki postał a klient dostał rachunek na 350zł za wymianę tego i owego. Można tak jeszcze długo. 😉


Harry Reems Said:

Mojemu dziadkowi w Corsie chcieli wymienic silnik (!) na nowy z powodu przetartego kabelka od czujnika polozenia kola zamachowego. Jako ze wał byl strasznie glupi, to dziadek sie wkurzyl, powiedzial ze to, ze nie zna sie na samochodach nie oznacza ze jest idiotą i nigdy wiecej nie kupil samochodu od tego dilera (Nivette).

Wczesniej nie wnikal w szczegoly przegladow tak dlugo, jak ich koszty nie przekraczaly pulapu jego tolerancji (wysokiej), a samochod jezdzil niezawodnie. Dodam ze robil je tam zawsze – i na i po gwarancji.


tothic Said:

Mistrzostwo !!!


kosa Said:

Koziołek: Pracuje obecnie w kolejnej firmie zajmującej się obsługą i naprawą pojazdów. Pracowałem kilka lat w ASO przy osobówkach, jakiś czas w stacji szybkiej obsługi, teraz w ASO przy ciężarówkach. Nie zdarzyła się sytuacja, w której na rachunku znalazłaby sie usługa, która nie została wykonana. Ba, za taki przypadek natychmiast mechanik straciłby pracę! Od tego jest monitoring na warsztatach, wszystko sie nagrywa, żeby móc zweryfikować takie sporne sytuacje. Inna sprawa, że na większość napraw (a napewno na wsyztskie mechaniczne) są czasy standardowe, więc z góry wiadomo ile naprawa powinna kosztować (no, chyba że pourywa się wszystko dookoła i każdą śrube trzeba będzie grzać i wiercić). Czasów standardowych nie ma na naprawy elektryczne, ale te wbrew pozorom często są bardzo żmudne (nie raz nie dwa trzeba było weryfikować przewody kabelek po kabelku po rozwinięciu wiązek elektrycznych). Możnaby długo opowiadać, a oczywiście wiekszość stwierdzi, że trzymam strone mechaników bo jestem jednym z nich…. A najlepsze jest hasło “świetny samochód, 3 lata jeżdze i nic nie wymieniałem” a później zdziwienie gdy rachunek za naprawę(np po badaniu technicznym) opiewa na mocno 3-cyfrową kwotę…


emil Said:

niezle to kolo w warszawie wywazone, chyba z pol kilo w ciezarkach


Grimm Reaper Said:

@PONY007
A skąd syrena ma mieć tylny most? Zwłaszcza przy przednim napędzie…

@premek
“miałbym audi i nie musiałbym otwierać maski”
Ale byś się zdziwił… 😉

To coś wam powiem tak trochę w temacie. Całkiem niedawno, może rok temu byłem na szkoleniu. Nie byle jakie, szkolenie w międzynarodowej korporacji. (Bez nazw, taka niemiecka na B i CH na końcu ;))
No i koleś opowiada, opowiada akurat temat recyrkulacji spalin. Dochodzimy do awarii i jest przykład. Spadek mocy, bla, bla, bla, diagnostyka i naprawa. Ogólnie w przypadku chodzi o zawieszenie zaworu EGR przez zabrudzenie, zawór trzeba rozebrać wyczyścić i złozyć. No i mniej więcej dalej brzmi to tak:
“Kowalski zadowolony, auto odzyskało moc, Kowalski w euforii, wydawało się że po silniku a to tylko jakiś zawór. A my trzymamy auto przez 3 dni na swoim parkingu żeby nabrało mocy urzędowej i myk Kowalskiemu faktura na 500zł i piszemy regeneracja zaworu EGR, brzmi fachowo, groźnie i tajemniczo zarazem. Kowalski zadowolony, płaci bez mrugnięcia okiem, regeneracja, poważna sprawa. A my mamy 500 zł a 15 minut pracy.”
Drugi mega groźny i fachowy termin to diagnostyka punktowa, temat rzeka, ale o tym napiszę innym razem.

Oczywiście Kosa ma rację, ale “ród” ciężko sobie zapracował na reputację oszustów i wałkarzy. Jasne nie wszyscy są tacy. Ale… wiecie jak jest.


marian601 Said:

raz mi policzyli w serwisie VW, w czasie gwarancji jeszcze, dwadzieścia parę złotych za doładowanie akumulatora (kwota całkowita za przegląd ~800 zł). ale za to płynu do spryskiwacza dolali całkowicie za darmo… ot taka ciekawostka :)


maciejowski Said:

@Grimm Reaper, ironia… ironia kolego, mówi ci to coś? :>


flapjck1 Said:

pracuje w aso, i walki z olejem czy filtrami to nie u mnie, predzej my dolozymy od siebie niz klienta w rogi zrobimy


Marlon Said:

Ja nie zaglądam pod maskę, bo wiem, że mój 407 olej produkuje (miesza olej i ropę przez cieknące pierścienie). To po co mam się wkurzać. Zaglądam sobie pod maskę LG co jakiś czas – tam się nie wkurzam – nie jeżdżę MG prawie wcale, więc patrzenie pod maskę to sama radość.
Trudniej z motocyklem – moją yamahą rok 96 nie dało się pojechać bez sprawdzenia, że silnik nabrał temperaturę odpowiednią, olej sprawdza się przez okienko w deklu, zbiorniczki płynu hamulcowego masz na oczach w każdym motocyklu – ogólnie motocykle to ostatnie bastiony świadomej motoryzacji dziś.


Sneer Said:

Dawno temu, w Carolina Car w Wawie napisali mi na rachunku: wymiana piór wycieraczek, faktycznie wymienili, dzień wczesniej sam kupiłem nowe, w serwisie wymienili na stare i jeszcze wystawili rachunek. Tłumaczyli się później awaria komputera :)


TaTo Said:

Materiał z Warszawą był kręcony przy ul. Długiej. Nieraz przechodząc obok takiego bloku marzyłem, jak by to było pięknie mieć ten garaż i mieszkanie nad nim z bezpośrednim zejściem…
Ciekawe, czy zamierzona była sytuacja, że ten “zły” mieszkał w jakiejś willowej dzielnicy, a porządny obywatel w bloku. Z resztą dwieście metrów dalej przy Bonifraterskiej mieszkała i nadal pomieszkuje solidna porcja ubeków.


Szybki Lopez Said:

Miałem przypadek że po wymianie sprzęgła wypadł mi silnik!!! Mechanik zapomniał dokręcić śruby od łapy nad skrzynią. Przy okazji zostałem poinformowany przez PZU że owszem mam asistance i mogą mnie odcholować, ale najpierw muszę rozbić auto 😀 kupiłem pas do mocowania ładunków przyniosłem podnośnik po czym chwyciłem silnik na pasie i pojechałem do moich speców którzy zrobili co trzeba. P.S. jak już przy moich pod Krakowskich specach jesteśmy, naprawde równi goście. Jak coś jest nie tak to mnie ściągną do warsztatu bym sam zobaczył i popatrzył co robią. A wiele rzeczy już zrobili za drobną kwotę tak że działą kilkadziesiąt tysięcy km. A czasem choć prubuja w ten sposób zaradzić oczywiście informując o wszelkich możliwych konsekwencjach. Zamiast wymienić na nowe. I potrafią przyznać sie do błędu i naprawić co spaprali(baaardzo żadko sie mylą). Przy okazji potrafili mi doradzić na co zwrócić uwage przy moim aucie co trzeba dbać bardziej, a czym sie nie przejmować.


Szybki Lopez Said:

A jeśli chodzi o film to w moim Fiacie połowe z tych czynności robi za mnie komputer który z uporem maniaka informuje mnie o przepaleniu się czegokolwiek a mam np. 4 przednie postojówki(wymiana ich to robota na kilka godzin). Druga sprawa że wyjeżdzam w nocy więc i tak wszystkie światła widzę nawet nie wysiadając z auta:) tylko olej i płyn do chłodniczy czasem sprawdzam prewencyjnie.
P.S. Z tym AUDI czy VW nie jest tak wesoło ich nowe silniki potrafią na 10tyś. chlapnąć 1,5l oleju!! czyli ponad 10x więcej od mojego fiata mającego ponad 200tyś. Znam przypadki zatarcia sie nowych diesli VW po niespełna 5 tyś. km i to nie z winy kierowcy.
W jednym z modeli Audi nawet maski nie ma otwieranej.


Grimm Reaper Said:

@ maciejowski
Wiesz, ja tak do końca to nie wiem czy to była ironia 😉

Tak a’propo komputerów pokładowych, to kolega ma mocno sfatygowaną Lagunę, taką która to już nie z jednego pieca chleb jadła. A raczej nie z jednej szpachelki szpachlę przyjmowała. Jest to jeden z tych gadających komputerów. I prawdopodobnie zna tylko dwa zwroty. Z wdzięcznością Bawarskiej Helgi, teoretycznie damskim głosem mówi co rano coś w stylu:
“Willkommen bei Renault, niedrigen tankinhalt, füllen Sie bitte”
To po włączeniu zapłonu, mój kolega lubi z nią rozmawiać więc zawsze odpowiada:
“No jasne, może frytki do tego”
Po odpaleniu, Laguna wypowiada drugi znany sobie zwrot, który brzmi mniej więcej tak:
“Schwerwiegender mangel des motors erkannt wird, bitte sofort an den ort berichten Renault service”
Odpowiedź zawsze ta sama:
“Spier***** Ty stara k***o”
I na tym kończą rozmowę.


S7TDI Said:

@Szybki Lopez – które to niby Audi nie ma maski otwieranej? Chyba nie chodzi Ci o A2? Akurat użytkuję takowe i zdjęcie maski to kwestia obrócenia dwóch pokręteł i już komora silnika stoi przed Tobą otworem ;>


Dragster Said:

Swego czasu kumplowi zaśpiewali 50zł za uwaga: wymianę kabli wysokiego napięcia i świec. Oczywiście mówię o robociźnie, teraz “mechaniorzy” są nastawieni tylko na zysk i na “prestiż”. Moje Tipo czekało na wymianę panewek 4 dni, bo “spadło” z podnośnika po tym jak przyjechał rasowy w A4 w tedeiku na wymianę jakiejś pierdoły. Od tamtego momentu staram się robić wszystko sam, przynajmniej czegoś się uczę. Tylko kasa się liczy, a mechaników z krwi i kości (pasjonatów) można policzyć na palcach jednej ręki, a do tego zazwyczaj to ludzie już starsi, którzy zwyczajnie wymierają.


Harry Reems Said:

50 zl za wymiane kabli WN i swiec? Skandal!
Wez troche pomysl. Postaw sie w sytuacji przedsiebiorcy, ktory zainwestowal w warsztat i jego wyposazenie oraz ludzi i chce na tym interesie zarobic. Jaka w/g Ciebie powinna byc stawka?


Dragster Said:

Stawka powinna być w miarę adekwatna do wykonanej czynności, a zdzieranie kasy bazując na niewiedzy kierowców to wg mnie zwyczajne złodziejstwo. Wybacz, ale odpięcie i przypięcie 5 kabli będących na wierzchu, które zresztą klient im dostarcza, nie jest wg mnie warte 50 zł.

Z całym szacunkiem do uczciwych mechaników, jak napisałem niestety jest ich coraz mniej. Znałem takiego właśnie, potrafił naprawić wszystko od małego Fiata do nowoczesnej S klasy pomimo że był starszej daty. Nie zdzierał, a robił bdb. Można? Można.


kosa Said:

No pewnie. Najlepiej złotówke za świece, a przyjeżdżać i tak będziesz tylko wtedy, gdy wymienisz wczesniej 3, a czwarta nie będzie sie chciała ruszyć i będzie duże ryzyko, że się urwie. No a jak się urwie to oczywiście będziesz sie domagał naprawy na koszt warsztatu, bo to ich wina, co nie? Ciekaw jestem Dragster, czym się zawodowo zajmujesz i czy jest to działalnośc charytatywna. A z tym złodziejstwem to bym na Twoim miejscu uważał, bo o ile ktoś poinformował Cię o cenie usługi, o ile usługa zostałaby wykonana zgodnie z umową (w tym przypadku zleceniem wymiany świec i przewodów) to o żadnym złodziejstwie być mowy nie może. A zniesławienie z tego co wiem jest karalne.

BTW. Zobacz sobie, ile kosztuje dobrej klasy klucz dynamometryczny. Taki, który obejmuje zakres około 15 – 20 NM, bo na tyle z tego co pamiętam dokręca się świece. Do tego dolicz 120zł (tyle to kosztowało w Becie) za kalibracje (niezbędna dla narzędzi pomiarowych raz do roku, a klucz dynamometryczny jest narzędziem pomiarowym). O innych narzędziach (amortyzacji sprzętu), kosztach stałych, płacach mechaników nie wspominam. Więc jak taki bohater jesteś, to sobie to tipo naprawiaj sam tępym przecinakiem. Będziesz miał pretensje tylko do siebie jak się coś popsuje i nie będziesz uczciwych ludzi wyzywał od złodzieji tylko dlatego, że chcą uczwiwą pracą zarobić na chleb.


Harry Reems Said:

Mysle ze dragster zawodowo jest czyims pracownikiem. Myle sie?


Grimm Reaper Said:

@Dragster
Z pasji ciężko jest wyżywić rodzinę…
@kosa
Ja osobiście lubię klientów takich jak opisałeś. Doliczam za cwaniactwo…
Jeszcze a’propo takich klientów, przyjechał kiedyś koleś TDIkiem, wjechał w dziurę i auto zgasło, koniec nie pali. Po całym dniu zabawy z autem doszliśmy. Mówię do gościa to musiała być ogromna dziura, bo aż panu wtrysk sterujący z trzeciego cylindra zamienił się miejscem z czwartym. Ale przełożyliśmy i fura grzmi.
Super, pyta o cenę, 400zł dziękuję.
Koleś posiwiał, dostał drgawek i pyta dlaczego tak dużo, przecież tylko przełożyliśmy wtryski.
Ale tego że cały dzień jeden człowiek ślęczał nad jego autem i szukał co mogło spowodować awarie po wpadnięciu w dziurę nie zauważył, tylko dlaczego tak drogo. Gdyby do tego powiedział prawdę, tzn. grzebałem sobie z kumplem przy wtryskach, wyjąłem je i wsadziłem i auto nie pali to pewnie mechanik znalazłby to dużo szybciej. A nie pieprzyć bzdety o jakiś dziurach. 400zł i tyle.
Ma boleć, nauczka na drugi raz, nie grzebać jak się jest idiotą, ot co.


kosa Said:

Domyślam się, że Tipo jest z konieczności (czymś do pracy wypadałoby jeździć, a Tipo było tanie, i wynikało to z faktu, że ludzie nie znają się na porządnych samochodach (a fakt, że panewki było słychać wcześniej, niż Tipo było widoczne nie miało na cenę żadnego wpływu 😉

Uwielbiam wyznawców teorii “że w tym kraju się nie da, pracuje się za 1200zł na miesiąc, a jak ktoś ma więcej to albo ku..a, albo złodziej. Albo jedno i drugie”. To doskonałe narzędzie obrony EGO, bo przecież to nie moja wina, że nie miałem chęci i odwagi kształcić się (lub wybrać kierunku, na który jest zapotrzebowanie na rynku pracy), to nie moja wina, że nie mam odwagi zmienić pracy, bo lepiej narzekać na tą która mam, mimo, że szef to szuja, a płacą głodową pensję.
I jeszcze jedno. Uważam się za pasjonata. Od najmłodszych lat moją pasją, sposobem na życie oraz hobby jest motoryzacja. Kurs prawa jazdy zacząłem mając 16 lat i 9 miesięcy (tak można było). Szkoła średnia: technikum samochodowy. Zwolniony z wynikiem celującym z pracy dyplomowej za zdobycie vice-mistrostwa w ogólnopolskim turnieju wiedzy motoryzacyjnej. (organizowanym m.in. przez wydz ruchu drogowego komendy głównej i PZMot). Studia- mechanika i budowa maszyn, później transport. Praca – od początku przy samochodach. Mam 28 lat. Nie umieram, a mimo to czuję się pasjonatem. Co nie oznacza, że zamierzam pracować za bezcen, bo mój czas, wiedza i umiejętności mają swoją wartość.


Grimm Reaper Said:

A czy ja wspomniałem, że pracuję za bezcen? Nawet uważam, że nie najgorzej zarabiam. A mój szef jest całkiem OK. Pasja to jedno, a praca zarobkowa to drugie. Z racji tego, że motoryzacja to moja pasja nie zamierzam naprawiać komuś samochodów za darmo bo jestem pasjonatem. Mam ochotę na tym zarabiać i tyle. Jest mi łatwiej bo lubię swoją pracę. Dal pasji to mam Daytone rocznik 89, i w ramach pasji w niej mogę sobie grzebać. Jak grzebię już komuś w aucie to chce za to pieniądze.


Hooligan Said:

@kosa
hehe – klasyczna, w dodatku nieudolna maipulacja. Rozmowa toczy sie na temat wymiany kabli WN (i niczego wiecej) a ty wyjezdzasz tu z kalibrowanym kluczem dyno i wylewasz zale ile to kosztuje. Wiem ile to kosztuje, jednak do wymiany kabli nie jest potrzebny. Swoja droga od ponad 20 lat (na poczatku byla motorynka Romet) dokrecam swiece czysto manualnie, na tzw. 3 palce sposobem dawnych mechaniorow. I nigdy nie mialem zadnych problemow (a wiekszosc aut miala swoje lata). Hehe – zaraz dowiem sie od ciebie, jako od wielkiego szpenia dyplomem i nagrodami, ze pewnie mialem pouszkadzane gwinty tylko nie bylo tego widac, i tylko czekac kiedy swiece wystrzela lub gwint sie urwie przy okazji kolejnej wymiany. Tylko co zrobic, jesli nic takiego sie ie chce stac (duza czesc moich ex aut dalej jezdzi u znajomyc ludzi, stad znam ich losy i aktualna kondycje). Hehe – od tonie podobnych inzynierow wygrywalem swego czasu po kracie browaru, poniewaz nie wierzyli, ze silnik w motorynce mozna odpalic w druga strone. No przeciez to niemozliwe :)


kosa Said:

Hooligan: pewnie, że da się dokręcić reką. Ale narzędzia trzeba mieć, zwłaszcza, jak zamierzasz robić coś zarobkowo. A klucza dynamometrycznego używa się dla własnego bezpieczeństwa, po to, żeby naprawe przeprowadzić zgodnie z technologią. Po to, żeby móc z czystym sumieniem stwierdzić, że te gwinty od miski w skrzyni automatycznej, które trzeba było oszpilkować, zerwane zostały przez kogoś, kto poprzednio zmieniał olej. Bo 12Nm powinny wytrzymać, a popłynęły.

Temat “inżynierów” to temat na osobną dyskusję, nie każdy z dyplomem jest świetnym praktykiem, co nie znaczy, że kazdy bez dyplomu nim jest. BTW – to, że samochód jezdzi, nie znaczy, że jest w dobrym stanie. Kazdy mechanik i diagnosta Ci to powie:)


Harry Reems Said:

Hooligan, wciaz nie zrozumiales, ze kazdy kwadrans istnienia warsztatu, jego wyposazenia (zarowno “twardego” jak i np licencji na software za ktore trzeba placic regularnie) i jego pracownikow kosztuje? I ze wymiana kabli WN oraz swiec, biorac pod uwage wjazd i wyjazd na stanowisko, formalnosci (przyjecie zamowienia, wystawienie paragonu) i wreszcie sama prace (otwarcie samochodu, przeplecenie kabli, wyjecie swiec, zalozenie itd) za cholere nie zajmie pieciu minut, a conajmniej dwadziescia, jesli nie wiecej? Mowie o praktyce, bo napisac w internetowym komentarzu “hehehe, wymienic kable i swiece” to rzeczywiscie trwa krocej. I ze dlatego nikt nie policzy Ci w normalnym warsztacie 5 zlotych, jesli nie robi czegos w ramach promocji? Jesli nie zrozumiales, to pewnie zadne tlumaczenie Ci nie pomoze.

Wiem ze sa mechanicy, ktorzy wiedzie i doswiadczenie zdobyli jeszcze na panstwowym w PRL, wyposazenie warsztatu wykombinowali, prad kradna, biora rente, a dzialalnosc oficjalnie maja zawieszona. I oni czasem potrafia robic dobra robote. Ale to nie jest sytuacja normalna, przynajmniej nie w dzisiejszym, normalnym kraju. Poza tym – nawet oni, jesli sa dobrzy, to swoja prace cenia.


Hooligan Said:

@kosa
oczywiscie masz racje; wiele napraw i czynnosci obslugowych jest zlozonych, pracochlonnych, wymagajacych wiedzy i kosztownego instrumentarium. I te powinny kosztowac. Ale wymiana kabli? Zreszta podobno kto ma kase, ten ma racje. Jesli ktos chce tyle zaplacic, niech placi. Jednak na pewno ie bede to ja, ani tysiace mi podobnych


kosa Said:

Wolny kraj, wolny wybór. Nie raz nie dwa dłubałem w samochodach, w których ktoś nagrzebał (np wypiął wszystkie kable WN i podłączył jak popadło nowe. Przyjeżdża auto na sznurku, właściciel oczywiście twierdzi że “jechało i nagle zgasło”, sprawdza się każdą możliwą przyczynę (często z ustawieniem rozrządu włącznie), bo “fachowiec” nie potrafi się przyznać co nagrzebał. Dokładnie tak, jak pisał Grimm Reaper. I wtedy rachunek faktycznie jest za poświęcony czas razy stawka za roboczogodzinę. Te 50zł za wymianę kabli i świec wydają się bardzo sensowną ceną. Tym bardziej, że w wielu 4-cylindrówkach wymaga to demontażu kolektora dolotowego (któryś z VW, benzynowe PT crusiery i kilka innych aut).
BTW: Ile byście wzieli drodzy Panowie, burzący się na te 50zł za wymianę kabli i świec w voyagerze 3.3/3.8 ? Albo w durango 5,7 (16 świec, z czego 4 ostatnie pod servem…). Przecież to 5 minut roboty, prawda?


Harry Reems Said:

Kosa – nie przesadzaj, sugerujac ze proby naprawy samochodow samodzielnie z zasady prowadza do takich przypadkow. Dla mnie robienie takich rzeczy przy samochodzie samemu jest normalne. Jezdzenie z czyms takim do fachowca – nie. Ale jesli ktos chce, to niech nie narzeka, ze wizyta w warsztacie kosztuje


Grimm Reaper Said:

@kosa
Już Ci powiem, za Durango, wymiana świec między 200-250zł w zależności od tego jak miły byłby klient. Wiadomo, ładne laski mają rabat 😉

@Harry Reems
No spoko, dla Ciebie to nie problem, wymienić świece, kable itp. Ale są matoły którzy sobie myślą że sobie sami wymienią, a potem sytuacje typu sznurek na warsztat i opowieści jak wyruchali w serwisie. Wzięli 150zł a on miał tylko pomylone kable. Ja uważam, ktoś ma ochotę, pojęcie, bawi go to, jasne niech sobie grzebie. Ale jak kompletnie jest bez pojęcie to po co tam wsadza łapy? A jak już wsadza to trzeba wziąć poprawkę na to że ktoś będzie musiał poprawić i wziąć za to pieniądze.
Zresztą żaden mechanik nie jest alfą i omegą. Nieraz się zdarzyło, że przywieźli nam auto zabrane z innego warsztatu. A i zdarzyło się że zabrali bo nie mogliśmy dać sobie rady. Życie.


Dragster Said:

@kosa
Pracownikiem niczyim nie jestem, Tipo kupiłem parę ładnych lat temu i nie dlatego, że było tanie, ale dlatego, że mi się spodobało. Zresztą nie kupiłbym paliwożernego DOHC dla oszczędności. Panewki po części sam zarżnąłem, po części dlatego, że “ten typ tak ma”.
Nie rób wycieczek w moją stroną, bo trafiasz jak kulą w płot. Tak samo jeśli chodzi o to co napisałeś z zarabianiem 1200, a każdy kto więcej to k..wa i złodziej. Wcale nie, wręcz bronię i podziwiam ludzi, którzy ciężką pracą czy wiedzą, doświadczeniem, determinacją doszli do dużych pieniędzy. Nie jestem zazdrosny, bo nie mam o co. Także nie rozpędzaj się w swoich rozumowaniach. A, i napisz co rozumiesz pod pojęciem “porządny samochód”, bo widzę że tu też do mnie pijesz. Jeśli auto jest wystarczająco pojemne, zadbane i bezawaryjne, to dla mnie jest porządne auto. Chyba, że Ty jesteś z tych, dla których wszystkie popularne samochody na “f” są z założenia chłamem.
Podkreśliłem w swoim poście, że powyższe kable były na wierzchu i żadnego demontażu czegokolwiek wykonywać nie trzeba było. Nie generalizuję, że dla każdego wozu 50 zł to za dużo, bo faktycznie są auta gdzie taka pozornie prosta czynność może okazać praco- i czasochłonna. Mówię o konkretnym przypadku, gdzie cała robota zamknęła się spokojnie w 10 minutach.


Gecko Said:

Widuję w swojej okolicy raz na jakiś czas starszego człowieka który stoi przed swoim garażem, obok niebieski 125p na czarnej oczywiście, maska podniesiona i coś tam przy nim robi. Nie widziałem, żeby nim jeździł, ale ktoś pewnie kiedyś odziedziczy fajne autko. Niestety znając życie nie będzie wcale zadowolony z takiego skarbu. Muszę kiedyś zagadać i może fotkę cyknąć :)


miwo Said:

ja się przyznam: nie znam się na technice, nie mam do tego głowy, tzw. smykałki, zdolności manualnych – tzn. wszystkie czynności podstawowe potrafiłbym wykonać (zmiana koła, sprawdzenie oleju, dolewanie płynów, nawet kiedyś wymieniłem filtr kabinowy samodzielnie; wiem, co to świece żarowe, a co to zapłonowe). ale tak naprawdę nie rozróżniam tych wszystkich łożysk, mimośrodów, sworzni, belek, silenblocków, panewek, etc… nie przeszkadza mi, że nowe silniki są pod pokrywami z plastiku. może dlatego, że nie jestem ścisłym umysłem i na polibudę bym się nie nadawał ;-). na zajęciach z “pracy – techniki” w liceum (klasa humanistyczna) nawet rysowaliśmy i omawialiśmy budowę i działanie silnika o zapłonie iskrowym i samoczynnym – ale z tych zajęć pamiętam tylko pytania koleżanek o ten “wałek nierządu czy jakoś tak” (sic!) oraz ubaw, gdy nauczyciel prezentował ruch tłoków i zaworów, które akurat przypominały ruchy frykcyjne. 😉
samochody oddaję do serwisu: o służbowy nie muszę się martwić, prywatny “robi” ASO, a o “hobbystyczny” (że tak się wyrażę) dba (tzn. obecnie go odnawia) znajomy, który się na tym zna i ma doświadczenie (płacę mu za to – żeby nie było). być może mnie już okantowano, a może nie, nie wiem (ASO samo miało problemy z moim autem i za swoje błędy, do których samo się przyznawało – inna sprawa, że nawet dla takiego laika jak ja, coś było nie tak – potrafiło mi zadośćuczynić), ale wiem jedno: jak się nie znasz, to się mechanikowi nie wpier….j w robotę, nie stój nad nim, bo i tak nie pomożesz, a jeszcze podwyższysz sobie rachunek – chociaż jest to już kwestia nie kompetencji, a emocji i nie wiem, czy można kosztami emocji obciążać klienta. no matter. może i fajnie byłoby się na tym wszystkim znać, ale nie wiem, czy chciałbym w konsekwencji umorusany dłubać w aucie – gdyby taka była konieczność, takie moje zdolności i praca, to owszem. ale dziś są inne czasy i tak już nie ma (a w nowych autach i tak nie podłubiesz chyba). nic nie muszę, wymazanie smarem jakoś nie daje mi satysfakcji. i moja przyjemność i radość z auta to właściwie to, że nie muszę się o nie martwić, a mogę nim jeździć :) fakt, że jak się zepsuje na drodze, to pewnie będę bezradny jak dziecko. ale skoro się nie znam, to się nie dotykam.


Hooligan Said:

@miwo
“umorusany dłubać w aucie” – mimowolnie powtarzasz komunaly, jakies stereotypy wypracowane w tym atechnicznym narodzie. Jesli cos ronisz przy donrze utrzymanym aucie (nawet wiekowym), to nie masz prawa byc umorusany. To czesto sama przyjemosc. A jak masz jeszcze dobry kanal albo podnosnik – rozkosz dla duszy. Gdzie sie chcesz umorusac? czym? Jedna z niewielu mozliwosci to hamulce (zwlaszcza bebnowe) no pyl sie tam zbiera – na to nie ma sily. Mialem kiedys wartburga 353, z ktorego silnika mozna bylo jesc. Auto praktycznie calkowicie niezawodne. Moze dlatego, ze co tydzien robilem mu przegladzik taki jak na filmie? Rzadko cos wynajdywalem – chodzilo o zasade. Poza tym calkowicie niespodziewane awarie w aucie to rzadkosc (no moze poza elektronika). Na ogol auto z odpowiednim wyprzedzeniem mniej lub bardziej czytelnie sygnalizuje, ze jest cos nie tak. Wystarczy zlikwidowac te niedomagania w zarodku – wychodzi prosciej, duzo taniej i bez niespodzianek. Pierwszy przyklad z brzegu – uklad chlodzenia. Warto kontrolowac stan plynu i przewodow – wystarczy rzucic okiem pod maske raz na jakis czas. Przewod prawie nigdy nie peka sam z siebie znienacka. Czesto sie poci, szczegolnie na zlaczach, w miejscu przetarc. Litr plynu, nowa opaska i kawalek gumowej rury to troche taniej i szybciej niz przegrzany silnik, prawda?


miwo Said:

@ hooligan:
tylko potwierdzasz moją niewiedzę, być może opartą m. in. o owe “komunały” 😉


tchopz Said:

Ja kiedyś na rachunku zobaczyłem “testowanie poprawności działania świec na automacie BOSCH 200 PLN”. Zapytałem ile kosztuje komplet nowych świec. – 140… To po co testowaliście stare skoro to jest droższe? Cisza… Pozycja została wykreślona.
Sprawdzam stan licznika. Auto było jeżdżone. Słyszę, że w celach sprawdzenia. 80km? Cisza…
Do tego pierwotna usterka nie została usunięta. Skończyło się na tym, że nie zapłaciłem nic… bo i nic nie było zrobione…


Prot Said:

Z punktu widzenia użytkownika muszę powiedzieć, że 50 zł za wymianę świec i przewodów to adekwatna kwota. A druga kwestia, że niestety poziom zaufania do mechaników jest zdecydowanie marny, na co sobie poniekąd zasługują. Przykładów przytaczać nie będę, bo każdy z nas zna kilka. Wracając do 50 zł. Uwielbiam grzebać się w samochodach i motocyklach. Garaż który w końcu udało mi się wynająć pod domem, jest moją małą świątynią piwa, smarów i głośnej muzyki, gdzie raz na jakiś czas muszę się odciąć od wszystkiego. Co ma do tego 50 zł? To że do garażu idę tylko dla przyjemności, jeżeli akurat w danym okresie nie mam czasu się tam pojawić a trzeba dokonać jakiejś naprawy/wymiany jadę do warsztatu, bo stosuję prosty przelicznik: czy moja roboczogodzina, którą muszę poświęcić na pewną czynność jest droższa czy nie niż osoby która to zrobi. Dość smutna rzeczywistość jest taka, że moja roboczogodzina jest coraz droższa i coraz rzadziej pojawiam się w garażu. Inna kwestia jest taka, że Polacy nadal uważają że nie warto płacić profesjonalistom za ich pracę. Każdy uważa się za doskonałego prawnika, mechanika, informatyka i kto wie kogo jeszcze. Owszem ktoś musi mi zapłacić za to co umiem, ale ja komuś po co bo przecież sam sobie poradzę. Tylko że to jest zamknięte koło i po części brak szacunku dla swojego czasu. Mam nadzieję, że nie zbyt długi wywód. PZDR!


Harry Reems Said:

Ja tam zawsze jak dlubie przy samochodach to sie ubrudze. Zastanawiam sie gdzie takie czyste, pachnace i niebrudzace samochody wystepuja – na facebooku?
Zastanawiam sie tez jaka kwote uznal by Hooligan za odpowiednią zaplate dla taksowkarza, ktorego zlapal na postoju i od ktorego zazyczyl sobie podwózki na dystansie 400 metrow (np bo pada deszcz). 50 groszy?


Hooligan Said:

@Harry Reems
“gdyby”, “by”, “byloby” – ach te akademickie dyskusje rodakow; jak oni to uwielbiaja. Te karkolomne (a w zasadzie polamane) paralele. Przy okazji deszczowej pogody nosze parasol po prostu :) I to by bylo na tyle. A czyste samocody owszem sa. Wejdz na mobile.de – sporo tam aut, o ktorych wiekszosc z was twierdzi, ze nie istnieja. Czyli od starego Niemca, ktory jezdzil do kosciola. Wiek – 20 i wiecej lat. Przebieg czesto ponizej 100 tys km. Stan – muzealny. W srodku czysciutko jak w gabinecie cirurgicznym. Cena tez odpowiednia – kilka tysiecy euro na dzien donry. Ale odpowiednio wiecej samochodow z duzym przebiegiem, ale wizualnie tez w bardzo dobrym stanie. I czystych, zarowno w srodku, jak i pod maska. Jak to sie dzieje? Coz – Niemcy to motoryzacyjna potega, to kraj, gdzie samochody sa w powszechnym uzyciu od czterech pokolen. Samochody jezdzace po idealnyc drogach na wysokiej jakosci paliwie, profesjonalnie serwisowane. Sa czyste auta, sa :)))


Harry Reems Said:

Moze mamy dwie rozne rzeczy na mysli. Ja nie mowie o autkach ladnie sie prezentujacych na fotkach w internecie i dyskutowaniu o nich, ale o dlubaniu przy samochodach ‘w realu’.


Grimm Reaper Said:

A cy widziałeś kiedyś Niemca grzebiącego pod swoim autem przed domem?
Tam od tego są mechanicy, a tam za 50zł czyli te 12euro to doleją Ci płynu do spryskiwacza. Do niedawana pracowałem w oddziale we Francji i wierz mi, za 12euro możesz liczyć na dolewkę płynu. We wrześniu znów jadę na oddział do Francji, a z tego co pamiętam wymiana klocków hamulcowych, Renault VelSatis to 40 euro i nikt nie marudzi, że drogo.


aelfric Said:

Historia z PIERWSZEJ RĘKI, poczytajcie, bo naprawde niezła.
Kumpel ma Forda Mondeo 2.0 TDCI 2004 (przy okazji – kumpel ogólnie bardzo zadowolony). Kupił go nowego w Belgii i regularnie jeździł na serwisy gwarancyjne. Messieurs les mechanicy wymieniali co trzeba, ale pokazał im przy okazji odklejoną izolację na ścianie grodziowej za silnikiem. Nie przeszkadza to w sumie w niczym, tylko głupio wygląda, w prawie nowym aucie. Monsieur przyjrzał się z bliska, patrzy… Aaaa, wie Pan… to na pewno ZWIERZĘTA, się tu Panu jakoś dostały, i to uszkodziły… Niech Monsieur popatrzy, tu jeszcze widać łapki.
(pkt 68: uszkodzenia spowodowane przez zwierzęta nie są przedmiotem gwarancji)

Kolega pokręcił głową ze zdziwienia, i pojechał do domu. Jakiś czas później zrobił przegląd w polskim serwisie Forda. Też wszystko ok., ale z przekory, czy z ciekawości, pokazał im tę samą odklejoną izolacje. „Aaa…to na pewno zwierzęta! No niech Pan, popatrzy tu jeszcze WIDAĆ ŁAPKI!

Bez kitu.

Zebranie Corporate Management 2003:
Spieprzyliśmy trochę sprawę, odkleja się ta izolacja. Niebezpieczne to nie jest, nie przeszkadza w niczym, ale źle wygląda, klienci się czasem skarżą. Przykleić od góry nie da rady, żeby to dobrze zrobić trzeba by cały silnik wyjąć. No co tu zrobić, żeby obciąc koszty napraw gwarancyjnych…?

Szkolenie dla pracowników ASO, 2004:
(wiadomo co)

„Narzędzie serwisowe Ford 17675 : Odciskacz łapek”


Grimm Reaper Said:

Wcale bym się nie zdziwił gdyby zebranie Corporate Management 2003 naprawdę tak wyglądało.
Ford jest znany z dziwnych wyliczeń. Chyba wszyscy pamiętają jak obliczył sobie, że taniej będzie wypłacać odszkodowania niż zamontować kawałek blachy za 2$ zapobiegającej przy dzwonie spaleniu się żywcem pasażerów.

P.S. A może faktycznie tam było widać łapki 😉


aelfric Said:

A to ostatnie to nie z Fight Clubu znowu, czyli fikcja filmowa? Była tam taka scena (“Which car company?” – “A major one”). Chyba ze miało to jakieś umocowanie historyczne…


Hooligan Said:

@Grimm Reaper
“A cy widziałeś kiedyś Niemca grzebiącego pod swoim autem przed domem?”
Niemca? ja widzialem NIEMKI, i to mlode! to byla jesien 1991 roku, moj pierwszy dluzszy pobyt na zachodzie. Miasteczko Putensen kolo Luneburga. Pewnej soboty rano ukazal mi sie taki oto widoczek – blondynka lat okolo 25 ubrana w elegancki niebieski kombinezonik ochronny i rekawice chroniace manicure otwiera maske golfa cabrio mk. 1 i cos tam w nim ostro grzebie, dolewa, wyciera, sprawdza. Potem widzialem jeszcze kilka podobnych scen. Coz – dziewczyny nalezaly do narodu, ktory wymyslil samochod, silniki spalinowe roznych typow i wiekszosc wszystkich bajerow, bez ktorych dzisiejsza motoryzacja nie istnieje. To zoowiazuje :)


Zyga Said:

Słuchajta, wiem dlaczego gość wsiada od strony pasażera w tej scenie w garażu!
W pierwszych syrenach zamek drzwi był tylko w drzwiach pasażera a drzwi kierowcy ryglowało się tylko od wewnątrz. Podyktowane było to ponoć bezpieczeństwem – można było wsiąść tylko od strony chodnika. Źródło – Automobilista lipcowy.


Nabassu Said:

To ja nie wiem, tylko my nie spuszczamy klientom paliwa z baku?
Jak slucham czasem co ludzie przyjezdzajacy na serwis opowiadaja to mnie ciarki przechodza.
p.s. w okolicy warszawy polecam QuickColor (facebook) do malowania proszkowego. Umią tanio i dobrze. Nie niszczą.


Leave a Reply

Subscribe Via Email

Subscribe to RSS via Email

Translate zlomnik with Google

 
oldtimery.com

Polecamy

Kontakt

Top Commentators